Witajcie Domi i Ewela! Im nas więcej tym weselej.
Przepraszam, że nie daje znaku życia, ale fatalnie się ostatnio czuję. Nie mogę sobie miejsca znaleźć. Coś mnie w podbrzuszu ciągnie, rozpycha i czasami zakuje. W ogóle nie mam siły i śpię jak niedźwiedź snem zimowym. Miałam piec ciasto na urodziny i chyba na samym pomyśle się skończy, bo nie mam siły. Nie wiem czy to działanie hormonów jakie łykam i smętnej pogody za oknem, czy jednak może coś kiełkuje. O tym się przekonam jutro. Jadę do novum, wynik będzie w 2h.
O tej dziewczynie z novum pisałam ja. A teraz idąc dalej - trochę przetrząsnęłam swoje podręczniki z lat studenckich i znalazłam parę ciekawych spraw. Otóż, zagnieżdżanie odbywa się od 6-12 dni. hcg wykrywalne jest dopiero po 48 h, także wiem że głupotą było robienie sikańców i wcześniejszych testów z krwi. Także zarzuciłam wszelkie głupie pomysły i domysły, siedzę i czekam na jutro. Już nawet trochę się oswoiłam jak to będzie jak wyjdzie wynik negatywny. Nie od razu Wawel zbudowano, a uparci osiągają w końcu swój cel i tego się trzymam. Dlatego lawendowy sen nie przejmuj się jakimś testem domowym. Nie warto się stresować. Zrobisz z krwi i będziesz wiedziała. Nie każdego da się włożyć do jednego worka. Jednym dziewczynom rośnie hcg, że w 10 dpt jest olbrzymie, innym nie. to jest urok tego, że każda z nas jest nieco inna, a i dzieciaczki niektóre chcą wcześniej przekazać to że są, a inne czekają aby sprawić później niespodziankę.
Mam nadzieję, że jutrzejsze testy wyjdą wszystkim pozytywnie. Cóż jutro data dość fajna - 12.11.12 - zarówno numerycznie jak pewnie "wieściowo" będzie wyjątkowa. I tego się trzymajmy. I zostawcie chociaż w niedzielę myśli poza domem. Będzie dobrze - inaczej być nie może. :-)