Ja miałam receptywność endo robioną w lutym 2018 po pierwszym nieudanym transferze (gdzie wszystko wydawało się że będzie super, mieliśmy piękne 2 zarodki, beta nie drgnęła). Badanie drogie w ch**, ale co tam zaufalam lekarzowi. Miałam takie poczucie że to strata czasu bo cały cykl w plecy, no ale dobra. To są takie jakby 2 biopsje endo w określonych momentach cyklu. Sprawdza się czy endo jest w ogóle receptywne i czy tzw okno implantacyjne jest w standardowym momencie czy nie jest jakoś przesunięte. U mnie badanie nic nadzwyczajnego nie wykazało. Wyszło że wszystko jest w normie. No i co najciekawsze w kolejnym cyklu transfer pojedynczego zarodka się udał. Nie wiem do końca o co chodzi, ale trochę tak to wyglądało, że lekkie naruszenie tkanek wewnątrz macicy dało efekt jak ten scratching trochę chyba. No w każdym razie nie powiem Ci czy warto czy nie, bo każda sytuacja jest inna, ale coś mi mówi, że gdybysmy u mnie tego badania wtedy nie zrobili to pewnie nie byłoby Maksika...