Aaaanna
Fanka BB :)
Też będzie 2.
Tak, ja już po transferze, miałam dzisiaj [emoji1307]. To moj drugi transfer, a Twój?
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Tak, ja już po transferze, miałam dzisiaj [emoji1307]. To moj drugi transfer, a Twój?
@Camilleka nie wiem co dalejPrzykro mi bardzo, masz jakieś plany co dalej?
Byłam w podobnej sytuacji. Najpierw miękka szyjka. Za tydzień było już tylko 0.6 cm, lekarz zaraz w gabinecie założył pessar. Wysłał do szpitala. W szpitalu pęcherz płodowy już był widoczny przez pessar. Test na obecność wód płodowych był pozytywny. Wody sączyły się ale nigdy nie odpłynęły całkowicie. Zawsze AFI czyli wskaźnik wód płodowych miałam ok.Dziewczyny a ja mam dziś tak smutny dzień. Moja bliska koleżanka od dzieciństwa, wylądowała kilka dni temu w szpitalu będąc w 20TC. Ciąża naturalna, starali się chyba z 3 miesiące i im się udało, ma 30lat, pierwsze dziecko. Są parę miesięcy po ślubie. Wszystko było ok. Ale poczuła się słabo, coś ja kłuło, okazało się, że ma rozpulchnioną macicę (pierwszy raz o tym słyszę?) I że prawdopodobnie będzie musiała mieć zakładany szew. Od 2 dni jest w szpitalu i dziś odeszły jej wodylekarze mówią, że jeśli dostanie skurcze to już nic nie zrobią, jeśli nie, to przez kilka tygodni będą sztucznie podtrzymywać dzidziusia przy życiu i że wody jeszcze mają szansę się tworzyc. Słyszała kiedyś z Was któraś o podobnej sytuacji? Tak się martwię, to jest 20tydzien, już ale i jednocześnie dopiero połowa... Bardzo jej współczuję stresu i nerwów.
Chodziło zapewne o rozpulchnioną szyjkę.Masakra... Oby jednak się udało i żeby nie było tych skurczy. I tak tyle tygodni to będzie straszne dla nich... Mega współczuję. No i taki skrajny wczesniak to w mega ciężkie... Nigdy nie słyszałam o rozpulchnionej macicy...
Czyli dobrze rozumiem ze ten w ocenie embriologa najlepszy ma delecje hmm i jak tu wierzyć ze to co książkowe to zdrowe ??
Jeszcze nie dziękuję... Wiesz co w weekend planuje usiasc i az policzyć...ale no nie pierwszy ani nie piąty, dalej jakos..dlatego caly czas jeszcze w strachu. Od jutra zaczynam brac kwas metylowany bo moj gin uznal ze podwojna dawka zwyklego wystarczy ale Maz kupil mi ten i mam nadzieje ze to metylowany? Ktoras sie zna?SuperGratulacje
który to Twój transfer?
Motylek Ty to silna babka jesteś... Powiedz mi w tej całej sytuacji to Ty kierowałaś się intuicją z tym pessarem czy jednak był ktoś kto Ci doradził abyś nie dała go sobie zdjąć? Czy byłaś przeciw całemu personelowi i lekarzom itp? Skąd wiedziałaś, że dobrze robisz?Byłam w podobnej sytuacji. Najpierw miękka szyjka. Za tydzień było już tylko 0.6 cm, lekarz zaraz w gabinecie założył pessar. Wysłał do szpitala. W szpitalu pęcherz płodowy już był widoczny przez pessar. Test na obecność wód płodowych był pozytywny. Wody sączyły się ale nigdy nie odpłynęły całkowicie. Zawsze AFI czyli wskaźnik wód płodowych miałam ok.
Trudno coś wyrokować. Z reguły można ukraść kilka tygodni, jeśli skurcze nie występują to dobry znak. Wody płodowe odnawiają się nieustannie, jeśli dziura w worku owodniowym jest gdzieś wyżej to jest nadzieja. Niestety aktualna wiedza medyczna mówi, że nie zakłada się pessara lub szwu przy pękniętym worku owodniowym. Grozi to infekcją wewnątrz macicy. Ja ryzykowałam i pessara nie pozwoliłam usunąć. Podpisałam kilka odmów. Tylko u mnie ta dziura w worku musiała być gdzieś bardzo wysoko i to mnie uratowało.
Ryzyko porodu w takiej sytuacji jest niestety bardzo dużeKiedy on nastąpi tego nikt nie wie.
Sydor jeszcze przyjmuje w Tarnowie na ulicy mostowej 4 a co do badań na początek to CBA KIR z HLA-c alloMRL test mikrocytotoksyczny i czasami wysyła do RCKIK do Katowic na HLADokładnie! Ty @Aduś16 polecasz chyba d. Paśnika ale Sydor chyba tez w porządku bo do Łodzi troche daleko...Jakie badania zrobić na początek?
To mnie niszczyło psychicznie, bo właśnie nie wiedziałam czy dobrze robię. Moja ginekolog pracowała w tym szpitalu ale nie na tym oddziale. Po pierwszej z nią rozmowie ustaliliśmy, że pessar zostawiamy. Właśnie moja intuicja plus jej ciche wsparcie mi pomogło trwać. Niestety pani ordynator i jej świta była zupełnie innego zdania. Takich odmów, podpisałam kilka. Pisałam odręcznie, czasem ręka się trzęsła i nie byłam w stanie napisać poprawnie wyrazu, tak bardzo to przeżywałam. Kazali mi pisać coś w tym stylu " świadoma zagrażającej infekcji wewnątrz macicznej, która może przyczynić się do śmierci płodu odmawiam..." Potem wśród lekarzy znalazłam jeszcze jednego sprzymierzeńca, a potem następnych. Wiedziałam, że jak wyjmę pessar urodzę wcześniej. No i leżałam całe trzy miesiące, wstawałam tylko na siku i szybki prysznic. Jeszcze walczyć musiałam o CC, bo choć pierwszy poród był SN tym razem czułam ogromny lęk. Wręcz ogarniała mnie panika na samą myśl porodu. Nie pomyliłam się, córeczka była tak owinięta pepowiną, no bez szans na poród naturalny. CC robiła mi ta moja ginekolog i na sali operacyjnej padło zdanie " matki zawsze wiedzą jak coś jest nie tak".Motylek Ty to silna babka jesteś... Powiedz mi w tej całej sytuacji to Ty kierowałaś się intuicją z tym pessarem czy jednak był ktoś kto Ci doradził abyś nie dała go sobie zdjąć? Czy byłaś przeciw całemu personelowi i lekarzom itp? Skąd wiedziałaś, że dobrze robisz?