Ja jak pamiętam przed punkcja nie mogłam jeść ani pić 6 godzin wcześniej, żeby normalnie umyłam, ba nawet się pomalowałam

przyjechałam do kliniki z badaniami które zrobiłam chyba dzień albo 2 wcześniej i udałam się do lekarza, usłyszałam że transfer niestety nie będzie w tym cyklu, podpisałam jeszcze jakaś zgodę i udałam się do innego pokoju. Tam położna sprawdziła mnie z dowodu po czym kazala się przebrać w "sukienkę" następnie weszłam na salę gdzie wybrałam sobie łóżko i czekałam na położna aż założy welflon ( z żyłę łokciowa) następnie dostałam kroplówkę (nie pamiętam z czym) i gdy lekarz już mógł udałam. Sie do drugiego pokoju gdzie musiałam położyć się na łóżko, przedstawić embriologa i dalszej części nie pamiętam. Obudziłam się na sali w której wcześniej czekałam. I tak zaczeli nas poziomować. Po około 2 godzinach mogłam wstać ubrać się i iść do lekarza. Wcześniej zawołałam męża na górę i musiałam się napić czy aby napewno wszystko jest ok. Lekarz powiedział ile komórek pobrali i (akurat w mojej sytuacji było tak ze wszystkie zostały od razu zapłodnione) następnie udałam się do domu. Z tym ze drogi powrotniej kompletnie nie pamiętam... Pamiętam tylko że pod domem zapytałam męża czy mogę iść na boso bo nie dam rady w butach