reklama

Kto po in vitro?

reklama
Dziewczyny potrzebuję porady,

przed chwilą zadzwonili do mnie z mojej szkoły, że mogę zapisać się na szczepienie (Astra Zeneca). Na dzień dzisiejszy WHO odradza szczepienie kobiet ciężarnych, za to CDC proponuje, by kobiety decydowały same po konsultacji z lekarzem.

Od razu powiedziałam nie, ale mam czas do 12.00 gdybym zmieniła zdanie.

Mój dylemat jest taki, szczepionka nie jest przetestowana na kobietach ciężarnych, nie bardzo chcę być tym królikiem doświadczalnym a z drugiej strony to jest taka szczepionka jak inne i raczej dziecku nie zagraża. Codziennie obawiam się, że zarazę się tym dziadostwem a nikt nie wie jaki przebieg choroby będzie miał.

Teoretycznie wizytę u gina mam w przyszłym tygodniu w czwartek, ale szczepienia też mają być już w przyszłym tygodniu. Mogłabym się zapisać i nie przyjść na szczepienie, jeśli lekarz stwierdził by ze ryzyko jest za duże. Znając życie szczepienie będzie jednak przed moją wizycie u ginekologa.

Co zrobiłybyście na moim miejscu?
Nie wiem czy to ma. Coś wspólnego ale czytalam jeden artykuł że kobieta poroniła po szczepieniu... Ja bym się wstrzyla
 
Dziś to się trochę po żale... Mam gorszy dzień, jutro niby jadę na wizytę i początek stymulacji i zamiast się cieszyć to się dołuje... Ostatni czas to sam stres który przekłada się na nasze małżeństwo, cały czas kłótnie, spora wina moja, zwłaszcza wczoraj - przesadziłam na maksa.. 😪 Zamiast zbliżać się do siebie to się oddalamy..
 
Mam opóźnioną reakcję... tydzień temu po becie miałam nerwa, wkurzenie... A od 2-3 dni momentami nie mogę pohamować łez... Kiedy to przejdzie..
Dziś po rozmowie przez telefon z koleżanką, gdzie w tle słyszałam jej córeczkę, która się cieszyła, że ją odbiera z przedszkola i woła mamusiuuuu, mnie pokonało kompletnie. Kurde, ja nie mam koleżanek bez dzieci...
 
Dziś to się trochę po żale... Mam gorszy dzień, jutro niby jadę na wizytę i początek stymulacji i zamiast się cieszyć to się dołuje... Ostatni czas to sam stres który przekłada się na nasze małżeństwo, cały czas kłótnie, spora wina moja, zwłaszcza wczoraj - przesadziłam na maksa.. 😪 Zamiast zbliżać się do siebie to się oddalamy..
Bo to jest wywrócenie życia, ci którzy szczęśliwie nie musieli się z tym mierzyć, nie maja pojęcia. To jest stres, czy się uda, czy starczy pieniędzy, albo czasu...
Ja szczęśliwie się nie kłócę z mężem, ale przeżywam i jemu się udziela, bo widzi jak mi zależy. Chociaż ja mam większe pragnienie, niż on.
 
Mam opóźnioną reakcję... tydzień temu po becie miałam nerwa, wkurzenie... A od 2-3 dni momentami nie mogę pohamować łez... Kiedy to przejdzie..
Dziś po rozmowie przez telefon z koleżanką, gdzie w tle słyszałam jej córeczkę, która się cieszyła, że ją odbiera z przedszkola i woła mamusiuuuu, mnie pokonało kompletnie. Kurde, ja nie mam koleżanek bez dzieci...
Dori ja mam to samo, ciągle ryczę jak pierd.olnieta. Cały czas sobie tłumaczę, że to te hormony mi tak niszczą psychikę ale to chyba taki okrutny żal. Nie wiem czy to kiedyś przejdzie.... pewnie tylko gdyby się udało 😞
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry