Cześć, już jestem!

Zaraz po powrocie z kliniki musiałam jeszcze ogarnąć zajęcia i nawet jeszcze nie rozpakowałam całej teczki recept i instrukcji...
Moja wizyta u położnej była na szczęście czymś więcej niż tylko wyjaśnieniem stymulacji - był to już wstęp do całej procedury. Ten cykl stracony, bo centrum jest co prawda otwarte, ale ich sprzęt będzie czyszczony (?). Ale startujemy mniej więcej za miesiąc, w sierpniu. Transfer wypadnie potencjalnie na początek roku szkolnego...

Dostałam wszystkie leki, jedna rzecz tylko mnie niepokoi - dawki, które wydają mi się za niskie (150, a do IUI miałam 75 lub 100), ale powiedziano mi, że można to jeszcze zmodyfikować w trakcie... Spotkałyście się z czymś takim? Że po kontroli USG zwiększano dawkę leku? Bardzo bym nie chciała czekać znów 6 miesięcy na kolejną próbę przez za małą ilość pęcherzyków!
Więc... po okrągłym roku - doczekałam się, ale chyba to jeszcze do mnie nie dociera. Teraz chyba najbardziej boję się pustych pęcherzyków...
Dowiedziałam się również, że leczenie obejmuje kobiety do 43 r.ż, ale transferów można dokonywać do 45 lat. Niewykorzystane embriony są niszczone. Można z przyczyn osobistych zażądać zapłodnienia ograniczonej liczby komórek (3) i nie mrozić żadnych embrionów.
Generalnie tych informacji jest ogrom i chyba jeszcze wszystkiego nie przyswoiłam... Mój mąż jak zwykle robił notatki, ale i jemu kilka spraw umknęło. Ale wszystko w swoim czasie...