reklama

Kto po in vitro?

reklama
Pełna zgoda. U mnie tak samo, robiłam wszystko co mówili lekarze, a znam takie osoby co chciały być ponad wszystko, same "ulepszały" co się dało I niestety ale nic z tego nie wychodziło 🤷‍♀️
ja tam nigdy nie wyszłam poza myśli lekarza 🤷‍♀️to jemu zawierzylam wszystko tak żeby mnie poprowadził jak ma być ja zz pierwszym razem miałam już plamienia a dalej brałam leki do wyniku bety nawet nie pytałam wcześniej bo wiedziała bym że mnie zyebie 🤣
 
ja tam nigdy nie wyszłam poza myśli lekarza 🤷‍♀️to jemu zawierzylam wszystko tak żeby mnie poprowadził jak ma być ja zz pierwszym razem miałam już plamienia a dalej brałam leki do wyniku bety nawet nie pytałam wcześniej bo wiedziała bym że mnie zjebie

Kazali brać to brałam, sikańców nie robiłam, bety przed wyznaczonym terminem też nie, czekałam tak.jak kazali. Mimo to wszystko, rozumiem kobiety, które się denerwują i chcą już wiedzieć czy się udało, przecież czekają na to co najważniejsze ❤️
 
Nooo z tymi lekarzami to jednak warto utrzymać coś po między zaufaniem ale jednak dopytywac i szukać na własną rękę. Ja gdybym ślepo ufała lekarzowi to teraz pewnie podchodzilabym do kolejnego transferu. Bo lekarza mam super fajnego i mądrego, ale gdybym nie mówiła, że chce od razu zbadać i to i to i to to on z obawy przed narażeniem na duży koszt jednorazowo dawkowałby mi te badania co transfer. Chciał robić tylko receptywność, ale jak przyszlam z lista badań to powiedział, że oczywiście jeśli nas stać to możemy tez to od razu sprawdzić żeby nie marnować czasu. I wyszły z tych badań dodatkowe nieprawidłowości.
Na tarczyce zwrócił uwagę jak sama zapytalam dlaczego z invicty nikt nie uważa że tsh 3 jest za wysokie. Dopiero wtedy skierował mnie do endokrynologa i on od razu stwierdził, że z takim tsh nie ma sensu podchodzić do transferu.
Więc ufać, ale sprawdzać ;)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry