Moja historia jest taka:
2015 - początek starań, badania... okazało się, że mam PCOS, miałam wówczas 26 lat
2016 - pojawiliśmy się wspólnie u poleconej pani doktor w klinice leczenia niepłodności. Poglebiona diagnostyka. Pani Doktor skierowała mojego męża na badania za co sie wściekłam, bo byłam przekonana, że przyszłam już z określonym problemem - PCOS. Wystarczy postymulowac cykle i tyle. Jakie było moje zdziwienie jak sie okazało, że mamy poważny problem z czynnikiem męskim. Wowczas się dowiedzieliśmy, że in vitro to jedyna opcja. Daliśmy sobie rok na przemyślenia, konsultacje u innych lekarzy, którzy diagnozę potwierdzili... Próbowaliśmy wszystkiego, łącznie z bioenergoterapeuta, którego mój mąż nazywał szamanem.

2017 - pierwsze ivf (takze czas staran to 2 lata), ciąża, przedwczesny porod zakończony niestety śmiercią Synka, miałam 28 lat

2019 - ciąża zakończona szczęśliwie, Córcia przyszla na świat (4 transfer), gdy mialam 30 lat


2021 - puste jajo płodowe
2022 - ciąża, nasza rodzina wzbogaciła się o fantastycznego chlopca

, mój wiek 33 lata

Z perspektywy czasu nie żałuję, że nie czekaliśmy dluzej. To już 8 lat jak staramy się o ciążę naturalnie...niestety bezskutecznie. Dzięki ivf w ciąży byłam 4 razy i mam 2 najwspanialszych dzieci, za którymi szaleje!

A dwie dziewczynki jeszcze na zimowisku



