reklama

Kto po in vitro?

Ja zamrożone zarodeczki zamierzam jeszcze wykorzystać :D
Milkaa - ja przed podejściem do stymulacji musiałam podpisać taką zgodę - co zrobić z ew. nadmiarem komórek, zaznaczało się jedną z trzech opcji - to była część dokumentów wymaganych do procedury... jeśli ty też jesteś w rządówce, to dziwne, że nie podpisywałaś...
 
reklama
Szanuję zdanie innych ale mówienie że lepiej zniszczyć komórki niż pomóc kobietom którym z różnych przyczyn nie jest dane mieć własnych komórek jest nie do zrozumienia:zawstydzona/y:nie rozwijam tego tematu ale przykre to bardzo:zawstydzona/y:

Jutro mam wizytę ale myśle i myślę i wychodzi na to że stymulacja odwlecze się chyba w daleką przyszłość. Bo M ma bakterię myco lub uero:confused:jutro się upewnie. Czytałam że kuracja antybiotykiem trwa dwa tygodnie, tydzień przerwy, badanie kontrolne, na wyniki czas oczekiwania 2 tyg. To już 5 tyg. A skoro te bakterie wpływają na ilośći i ruchliowść pemników to wypadałoby odczekać 2-3 miesiące kolejne na nowy proces tworzenia się plemników:baffled: Bo M ma bardzo słabe nasienie i może by to nam pomogło zwiększyć szanse:sorry2: To ja już wolę poczekac te pół roku ale żeby już być w ciąży i spełnić marzenie:tak:
 
To ja, jako jedyna reprezentuję inne podejście:-)
Dla mnie to jest dziwne, takie ochocze rozdawanie swoich komórek, przecież to jest część mnie, bardzo intymna, moje DNA. Ja mogę komuś pożyczyć pienądze, coś załatwić, w czymś pomóc, ale nie oddam swoich komórek jajowych. Bez przesady. Wydaje mi się to mało etyczne. Później Invicta sprzedaje je za grube pieniądze i tak kwitnie handel.
Ale już nie wracajmy do tematu, bo wiadomo, każdy ma swoje zdanie.
 
Calineczka - mi się wydaje, że komórki są sprzedawane za ciężkie pieniądze właśnie dlatego, że jest ich niedużo... jakby było ich dużo, to może cena by spadła.
Ale ja akurat uważam, że to jest na tyle intymna i osobista sprawa, że każdy ma prawo podjąć na ten temat własną decyzję i inaczej o tym myśleć i to rozumiem.
 
Dziewczyny - ja rozumiem, że każdy może mieć swoją opinię. Dla mnie to akurat nie problem i jeśli mogę w ten sposób pomóc to pomogę. Ale rozumiem też, że w pewnym sensie nie każdy jest na to gotowy, bo w końcu gdzieś tam, będzie "moje" dziecko tylko z innym tatusiem ;) A, że klinika zarabia.....no cóż, grunt, że jakaś para będzie szczęśliwa mimo to :tak:
Co do zarodków, to planuję też dwoje dzieci, więc jeśli zostaną mi zarodeczki, to chcę je za jakiś czas wykorzystać.
 
calineczkaa to że ktoś mówi ze tak by zrobił to jeszcze nie znaczy ze tak zrobi;-) ja myslałam ze jak bede miala problem to bede w stanie przełknąć adopcje społeczną a tu się okazuje, że jednak nie... są tacy co mówią że nigdy nie podejdą do ivf a potem podchodzą... nie wiadomo co kto by zrobił gdyby był w tej sytuacji, bo mowic można duzo..moj mąż np. ma adoptowane dziecko ale kategorycznie nie zgadza się na oddanie moich komorek do adopcji,więc każdy jest inny...nie jest powiedziane ze tobie się nie zmieni jak mojemu M i to co teraz jest nie do zaakceptowania kiedyś będzie;-)
 
reklama
My zdecydowaliśmy się na utylizację. Nie żałuję i nie oceniam wyborów innych. Jedynie co mogę powiedzieć z perspektywy 5 lat leczenia, inseminacji, jednej procedury ivf i trzech transferów to moje komórki nie są rewelacyjnej jakości i nie podchodzę do nich na zasadzie jakiegoś cennego daru możliwego do przekazania innej parze. Może gdybym była już mamą i miała nadprogramowe komórki a z każdego transferu byłaby ciąża inaczej podchodziłabym do tego tematu. Poza tym nie wyobrażam sobie jak to będzie w przyszłości kiedy np spotkają się dwie osoby, kobieta i mężczyzna a w rzeczywistości brat i siostra.... Wiem, że to takie gdybanie. Ale dziewczyny nie oceniajcie swoich wyborów. Niech każdy postępuje zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry