Teresa 10- wiary bym w to nie mieszała, bo nawet Ci najbardziej wierzący, gdy się dowiadywali, że tylko przez in vitro mogą mieć dzieci, to się szybko decydowali. Medycyna idzie na przód, więc dlaczego nie korzystać? Mówisz, że skoro w ciążę zajść nie możesz, tzn., że nie jest Ci dane mieć dzieci...... A jakbyś miała np. chorą nerkę, to byś nie poddała się przeszczepowi, bo tzn., że powinnaś umrzeć, albo mieć dializy, albo i nawet to nie? Bo Bóg tak chce, i nie można się przeciwstawić?? (ja jestem wierząca i jakoś jeszcze mnie piorun w kościele nie poraził ;-))
Myślę, że kościołowi głównie chodzi o to, że giną komórki, zarodki i to im przeszkadza. Choć sama komórka to jeszcze nie życie....
Ale nie trzeba ich niszczyć......można zamrozić "na potem" lub przekazać do adopcji (do banku komórek).
Obawy zawsze są.....jak przy każdej chorobie czy dolegliwości. Ale ludzie są silni i brną dalej, pokonują przeciwności i niektórym się udaje

Mnie się np. pierwsza próba nie powiodła, nawet transferu nie miałam, za to miałam po stymulacji hiperstymulację (niezbyt przyjemne). Ale przeszło i staram się nadal.
Co tu się oszukiwać.....życie bez dziecka/i jest puste, można sobie wmawiać, że jest inaczej, ale i tak smutek zawsze Cię dopadnie (co jakiś czas). Znam 2 osoby z pracy, które nie mają dzieci (są w małżeństwach). Ona ma 53 lata, on 60 lat.....żyją sobie, są szczęśliwi, mają siostrzeńców, siostrzenice ich dzieci itd., ale to nie to samo......czują wewnętrzny smutek. Ta koleżanka powiedziała mi kiedyś, że powinnam zrobić wszystko, by mieć dziecko......jak jedna rzecz nie skutkuje, to chwytać się drugiej i tak do skutku. I taki mam zamiar. Potem przynajmniej nie będę żałować, że nie zrobiłam wszystkiego co mogłam by mieć potomstwo.
No, to walnęłam litanię :-), ale jakoś tak mnie naszło. Myślę, że każda z nas może Ci odpowiedzieć co innego, bo ile nas tu jest, tyle samo jest uczuć, odczuć, zdań itd. Ale wszystkie mamy jeden cel - być matkami
Normalnie przyznałabym sobie Nobla
