Meg - kochana, tak strasznie mi przykro..doskonale wiem jakie to uczucie...
Mój lekarz powiedział, że przyjmuje się, że do 8 tc organizm sam ma się oczyścić, później raczej oczyszczanie w szpitalu. Moje poronienie było stwierdzone 6/7 tc i byłam zostawiona by natura sama sobie radziła - ale sobie nie poradziła, w sylwestra wylądowałam w szpitalu. Mnie do szpitala kierował lekarz z kliniki i mówiłam, ze jestem po in vitro (przy wywiadzie jakoś wyszło mi, że musze powiedzieć, ale nie pamiętam co to było za pytanie...). Zresztą kierowali mnie z kliniki więc to chyba też było wiadomo. Ale prawdę mówiąc - nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie...Wiedza czy to in vitro czy nie chyba nie wpływa na zabieg. Wiem tylko, że pytali mnie o jakieś zabiegi, pobrania krwi w ostatnim czasie (dokładnie o przerwanie ciągłości skóry)- to musiałam pisać o zastrzykach przy stymulacji.
Sam zabieg przeszedł spokojnie, po zabiegu leżałam kilka godzin, jak sprawdzili, że nie ma dużych krwawień - puścili do domu (więc nowy rok udało mi się przywitać w domku).
Później dostałam L4 na 10 dni.
Na pocieszenie Ci powiem, że byłam w szoku, że w zasadzie już po 3 miesiącach mogłam podchodzic do mrozaczków - więc skupiłam się na staraniach - to pomaga wrócić do pionu.
Lekarz też starał się "skierować myślenie na właściwe tory" - że dobrze, ze w ogóle transfer się powiódł - dobry znak na przyszłość. I skoro zarodek miał wady (a taka była u mnie ponoć przyczyna) to lepiej, ze to się stało teraz...
A swoje musisz wypłakać. Powiem Ci, że to chyba lepsza forma. Ja długo trzymałam to w sobie, ale jak wyrzuciłam, wypłakałam - było dużo lepiej.
Ściskam Cię bardzo mocno. Trzymaj się tam ... mam nadzieję, ze trafisz na przyjazny szpital i przyjaznych lekarzy - i tak jak ja szybko wrócisz do formy.
Trzymam za Ciebie kciuki!
NASTĘPNYM RAZEM NA PEWNO NAM SIĘ UDA!!!!!!