Kochana, jest coś takiego jak limit pechowych doświadczeń, a Ty go chyba wyczerpałaś do końca dekady! Dlatego mam nadzieje, że teraz utrzyma się uśmiech na buzi i pozytywne odczucia w sercu. Może to głupie, ale ja wierzę w to, że jak bardzo mocno czegoś pragniemy, to coś nami tak kieruje, aby to dostać ;-) Jak zaczęłam się spotykać z moim mężem, nie wierzyłam w siebie i swoje możliwości i cały czas miałam pod górkę, dosłownie - problemy na uczelni, kiepska praca za którą ledwo udało mi się opłacić mieszkanie, aż w końcu mój T powiedział, że koniec pesymizmu, mam zacząć wierzyć w swój sukces. I nagle, po kilku miesiącach pracy nad własnym nastawieniem do życia ukończyłam licencjat z jednym z najlepszych wyników, założyłam firmę, a z miesiąca na miesiąc przybywa mi klientów bez specjalnego starania się i uwierzyłam, że zostanę matką, po wielu miesiącach wizyt u lekarzy i płaczu. Uwierz mi, że nie miałam żadnych podstaw, aby osiągnąć to, co mam teraz, a jednak - wystarczyło wierzyć i iść do przodu pomimo problemów. Więc życzę Ci, abyś każdego dnia, wstając rano wierzyła, że to jest ten czas, że się uda, że los jest po Twojej stronie, a tak też będzie ;-)