Skoro dziewczyna ma problem - bo tak wyczytałam między wiadomościami, to nie lepiej było jej zaproponować pomoc zamiast inwigilować, pytać się męża / koleżanek / dzwonić do pracy? Nie pomyślałyście, że w ten sposób pogorszycie jej stan?
Rozumiem - zawiodła Wasze zaufanie, wykorzystała zdjęcia - ale na własną odpowiedzialność dodajemy te zdjęcia do sieci, na fejsa, forum, twittera. Naiwnie myśląc, że nikt nie skusi się, aby użyć tych zdjęć dalej? No proszę Was.. Nie ma czegoś takiego jak zaufanie w sieci, w małżeństwie, rodzinie - tak, ale w internecie, gdzie nawet ja mogę się okazać obleśnym facetem z wielkim brzuchem piwnym, zamiast ciążowym? Biorąc pod uwagę jak realistyczne były posty Oli, o porodzie, kryzysie, kiedy jedno z dzieci było w inkubatorze, można mieć wrażenie (po Twoich wypowiedziach Pat) że Ola zmaga się z naprawdę ciężką chorobą. Nie na miejscu jest informowanie w każdym wątku (nawet grudniowych mam, gdzie się udzielam) o oszustwie. Dziewczyna potrzebuje pomocy, jeżeli to co piszesz jest prawdą, nie wytykania palcami i "ostrzegania". Może jej posty w sieci pomagały jej się uporać z problemami? Lepiej by było, gdyby poszła na ulicę kradnąc dziecko, albo robiąc komuś krzywdę? To była jej (nieudolna) terapia, sposób na radzenie sobie z niepłodnością. Nam się udało - super. Ale pamiętacie pierwsze miesiące naturalnego starania się? Czy każda z Was dawała sobie z tym radę? Bo ja np. NIE. Płakałam po każdej wizycie u lekarza w samochodzie, bo nie chciałam, żeby mąż widział mojego smutku, udawałam że wszystko jest ok, gdy moje serce dosłownie krwawiło i nie potrafiłam o niczym innym myśleć..