Ode mnie dla Wojtusia także wszystkiego, co najlepsze

Tak jak podejrzewałam poprzednio wyznaczona waga nie była prawidłowa. Przypomnę, że usg wskazało ponad kilogram, a na ostatnim badaniu wyszło 760 g. Lekarz, oczywiście, nawet nie zauważył różnicy. Gdzie oni mają głowy? Ani go poprzednio nie zastanowiło, jak to możliwe, żeby na tym etapie ciąży dziecko przybrało 0,5 kg w dwa tygodnie, ani teraz nie spostrzegł, że Mały jest lżejszy o 300 g względem poprzednich wyników. Zdziwił się, jak mu powiedziałam ile wyszło poprzednio. Spytałam też o ten mały brzuszek(wychodzi dwa tygodnie mniejszy od główki i nóżek), ale stwierdził, że nie ma się czym niepokoić, dziecko po prostu jest szczupłe. Na następnej wizycie znów zrobimy badanie z pomiarami, żeby upewnić się, czy dobrze przybiera na wadze.
W moczu po raz kolejny wyszły leukocyty i liczne bakterie, a posiew jałowy. Doktor zrobił mi nawet usg nerek, żeby sprawdzić czy nie ma kamieni ani zastoju, ale z nerami wszystko OK. Mam nadzieję, że po ciąży wszystko wróci do normy i żadne nowe choroby mi się nie ujawnią.
Co do facetów, to ja na swojego nie mogę narzekać, właściwie wszystko sam robi i to bez słowa skargi. Ja może raz w tygodniu przygotuję jakiś obiad no i w weekendy śniadanie przygotuję, kawę mu zrobię, a tak, to M. dba o nas.
Jeśli chodzi o imię, to chyba Mikulinka się smuciła, że mąż dla dziewczynki nie ma żadnego typu - mój też dla córki nie chciał wybierać. Umówiliśmy się, że jak będzie chłopiec, to On wybiera, a jeśli dziewczynka - ja. Ekscytacji ciążą także nie przejawia szczególnej, czasem zadziwi się, jaki brzuch mam już wielki albo że pępek zaczyna odstawać, pogłaszcze na dobranoc, przystawi ucho... Każdy inaczej przeżywa, nie każdy odbiera to jako coś mistycznego i to też jest OK, nawet kobiety nie zawsze przeżywają ten okres jako niesamowity i piękny, tak że Mikulinka - głowa do góry i nic się nie smuć. Gorzej z pieniędzmi i mieszkaniem, u nas tez nie jest kolorowo, ale jak pomyślę, jak, na przykład, moi rodzice sobie radzili, to myślę, że wszystko jest do przeżycia. No i teraz mamy czas, żeby poczynić jakieś plany, pomyśleć jak poprawić sytuację finansową, może zrobić jakiś kurs online, nauczyć się czegoś nowego albo coś doszlifować?
Sama nie wiem, co dla siebie wymyślić, ale nie poddaję się

Wiem, że do obecnej pracy baaardzo nie chcę wracać, bo odpowiedzialność duża, pracy tyle, że co dzień po godzinach siedziałam, a płaca: 2000 zł brutto i bez szans na podwyżkę,