Nareszcie mam net. Zalozyli mi go wczoraj i tak sobie obiecalam, ze nadrobie zaleglosci, ale jakos nie moge.
Siedze sobie w fotelu bujanym, wlasciwie to sie w nim bujam rozkosznie. Trzymam lapka na brzucholu i slucham muzyki, a Konstancja podryguje... Ostatnio prawie wcale sie nie rusza, wiec takie muzyczne chwile pelne sa doznan. No i generalnie jestem strasznie spiaca. Nie chodzi o to, ze sie mecze wyjatkowo - przeciwnie, ostatnio mam kolejny przyplyw energii (jak mi sie nie chce spac haha). Moze ta sennosc zawdzieczam pogodzie - od kilku dni temperatura utrzymuje sie w okolicach 30ºC w dzien i jakichs 15º w nocy. No i znowu mam sikawke, tym razem bardzo spotegowana - biegam do kibelka co 5, 10 minut. No i najwazniejsze - moge smacznie przespac noc. juz od kilku tygodni udaje mi sie zasnac natychmiast po przylozeniu glowy do poduszki.
Mam dla Was kolejna historyjke z zycia wzieta.
Pewnie juz Wam pisalam, ze wlasciciel domu, w ktorym mieszkamy postanowil zalac czesc ¨patio¨ betonem. Przyslal do nas pracownika, ktory mial oszacowac zapotrzebowanie na material. Facet przyszedl, porozgladal sie dokola, zadal mi jakies pytania swoim niskich lotow hiszpanskim. Na jego pytania moglam mu tylko powiedziec, ze nie wiem lub nie wiem co znacza poszczegolne slowa - cholera jasna, mam prawo nie znac obcego jezyka tak jak bym znala ojczysty, ba! mysle ze gdyby jakis hydraulik pytal sie mnie po polsku o cos uzywajac fachowego nazewnictwa lub ichniej gwary moglabym miec powazne problemy ze zrozumieniem. Niewazne... Koles stwierdzil, ze on przyjdzie w niedziele - i gowno go obchodzilo, czy ja mam jakies plany, czy nie. On wszak jest panem i wladca - idiota jeden. Na co ja mu odparlam, ze musi skontaktowac sie z wlascicielem domu, a ten porozmawia z moim mezem i ustala kiedy robotnik moze przyjsc. Ten stwierdzil, ze ok i poszedl. Nigdy nie wrocil. Nigdy nie skontaktowal sie tez z wlascicielem domu. To zdarzylo sie okolo 2 miesiace temu. Wczoraj, gdy placilismy czynsz, dowiedzielismy sie, ze on nie chce miec z nami nic do czynienia, bo ja jestem wredna baba, zle mi z oczu patrzy i najpewniej jestem czarownica. Gdybym ja jeszcze jakas niemila dla niego byla... A ja tylko nie rozumialam co on do mnie mowil i moj pies go nie polubil... Moja wina, moja bardzo wielka wina - powinnam pasc przed nim na kolana i po dupie calowac, moze wowczas nie poczulby sie urazony. W moim ukochanym Meksyku to wykonawcy dyktuja pracodawca warunki... Istny cyrk. Ale co sie usmialam to moje. Ide zatem odprawiac czary.