witajcie,
Czytam was, ale ledwo doganiam , a o odpisywaniu to już bardzo nie ma mowy, trzymam za wszystkie z was kciuki

ja już w domu wyszłam na siłę bo chcieli mnie trzymać do środy- czwartku ,
Dalej nie wiem czy jest ok wiec ide jutro do ginekologa prywatnie tego u którego byłam przed zajściem w ciąże, bo ten mój stary jest teraz ordynatorem w szpitalu i nic nie chciał powiedzieć oprócz tego - nie widać, powinno być widać, nie ma jak zobaczyć, wielkość nie adekwatna do tygodnia i td . A ten mój nowy patrzy na mnie i mówi WIDAĆ. A tak na całkiem chłodno to jutro ide do tego nowego na wizytę prywatną a w czwartek wieczorem do szpitala na kontrole. Boje sie czekać do czwartku a jutro jest jedyny dzień kiedy ten nowy przyjmuje wiec sie umówiłam. Krwawienie miałam tylko raz po badaniu, potem plamiłam jeden dzień, 5 dni spokoju i znów plamienie 1 dzień, aż sie boję co bedzie dalej, ale co ma być to bedzie. Co do usg to robili mi przy przyjęciu stary dr mówił ze pecherzyk 8mm i że nic nie widać w nim nic, następne badanie robili mi po 3 dniach i mówili o ile dobrze ich zrozumiałam ze pęcherzyk urósł i jeden ze widzi a drugi ze nie widzi coś w nim. Nie wiem komu wierzyć ale myśle ze stary mówi od strony pesymistycznej żeby ewentualny ból po stracie był mniejszy i zeby mnie przygotować jesli by sie nie udało. Boje sie jutrzejszej wizyty mam dopiero o 17:30 ale może bedzie dobrze. Przy tym wszystkim co przechodzę powiem wam szczerze to że mnie bolą piersi, jestem słaba, i mi niedobrze to stało sie mało istotne.