Pierwsza gdziekolwiek z dzieckiem bez dodatkowych osób do pomocy do opieki nad nim... Już wracamy... Niestety kiepsko było

celowaliśmy w godzinę kiedy by miał drzemkę żeby przespał część w wózku. Niestety wszystko go interesowało i godzinę darł się i płakał bo był zmęczony ale nie dawał się uśpić. Jak usnął, to spał jak zając pod miedzą i obudził się po niecałej pół godzinie. Chcieliśmy zjeść obiad i prosiliśmy żeby nam dali najpierw dla jednego jedzenie, później dla drugiego (młody nie usiedzi nawet minuty w wózku bez jazdy) ale dali na raz, więc metodą wolnego wyboru ja jadłam zimne, gdy mąż już zjadł. Nie dało się młodego puścić na ziemię bo pod razu ucieczka do czegokolwiek co można zdewastować... Więc trochę goniliśmy za nim, a trochę nosiliśmy na rękach ale wtedy się darł żeby go puścić. Jak wyszliśmy chcieliśmy jeszcze kawałek się przejść no ale nie dał się wsadzić w wózek i trzeba było go nieść, jakoś dotarliśmy znów do auta...
Cóż, na razie nie nadaje się nasze dziecid do niczego. Nie umiemy go opanować, czymkolwiek zająć na tyle, żeby możliwe było cokolwiek poza pilnowaniem żeby nie uciekł i niczego nikomu nie zniszczył.
Ale może choć brzmi to jak wojna na otwatrtm froncie to on był szczęśliwy (poza momentami zniewolenia na rękach i próbach wsadzania go do wózka).
Mam gdzienad że do sierpnia się ogarnie bo mamy na tydzień wyjazd wakacyjny i żebyśmy się na nim do cna nie zajechali pilnując go na zmianę... Bo jedziemy sami, znaczy ja mąż dziecko, nikt do pomocy...