Od jutra się w sumie masakra zaczyna. Muszę wstać o 6:00, ogarnąć siebie, potem wybudzić, ubrać i nakarmić Julkę, potem Joasię (to zapowiada się strasznie, bo młoda to śpioch i najtwardszy sen ma rano właśnie), Asi prócz cyca karmić nie będę. Potem do szkoły tak na 7:30 w sumie ale pójdziemy na 8, ze szkoły z powrotem do teściowej dać Asi śniadanie i wtedy na 9 lecę do pracy. Ech...
Bardziej pasowałby mi żłobek, prowadziłabym laski na tą samą godzinę i mogłabym pójść np do domu na śniadanie jeszcze na godzinę. Żłobek mam tuż za rogiem, minuta drogi, a do szkoły 10 min. Nie byłoby tego latania z Asią w tą i z powrotem. Ale kasa, kasa, kasa!
Byłam dziś u weta z kocurami.
I tak - miałam iść z Feliksem na przypominające szczepienie, a facet stwierdził ze jeszcze na białaczkę zaszczepi i na coś tam jeszcze i na wściekliznę i taką kwotą wyjechał że

jednak poprosiłam o tą przypominającą podstawową, kot zaszczepiony, białaczkę odpuściłam a na wściekliznę mam przyjść za miesiąc.
Jak to jest z tą wścieklizną przy dwójce kotów niewychodzących? Trzeba?
Drugi kot, Opel, ten co był głodzony i teraz strasznie dużo je ma coraz większy brzuch. Wet zrobił mu zaraz usg bo podejrzewał zakaźne zapalenie otrzewnej

na szczęście wygląda ok, za 3 tyg kontrolne usg. Dostał porządną tabletkę na odrobaczenie, tzn połowę, a drugą połowę mam dać...yyy...no właśnie nie wiem, muszę do niego zadzwonić.
Kocur jest naprawdę gruuuuuuuuuuuuuuuuuuuby:-(czegoś takiego nie widziałyście

co więcej, jak wet go zobaczył od razu stwierdził ze to ok roczny kot

a ja mówię, nie, ma dopiero niecałe 4 miesiące. A ten był gotów ze mną się kłócić, ale zajrzał w paszczę i faktycznie ok 4 miesięcy...ech...