Jacek_i_Jagoda
Fanka BB :)
No jestem. Pogoda zmienna ale jestem zadowolony plan wykonany. Dobrusia trochę niewyraźna ale cały dzień już natrawniku mimo, że pysiak cały różowy od wiatru. Kto ją teraz w domu utrzyma? Ostatnio już zaczęła jeździć na rowerku a się przewróciła i nie chce na niego wejść. Kupiliśmy piłkę z rogami ale się na niej huśtała oglądając bajkę no i wylądowała narogu krzesła plecami - już nie chce skakać na piłce. Rozłożyłem na trawniku palety i połączyłem szerokimi deskami na to chodzi po tych mostkach. Zawrat też ale za "kasę", podoba się To Dobrusi. Zniknęła dziś - patrzymy a ona zasuwa z deskorolką na najwyższe miejsce na trawniku (no chyba z 0,5m) i próbuje zjechać no ale po trawie to gdzie tam?
Położyłem jej deskę to leżąc na deskorolce na plecach zjechała parę razy. Ale ona by chciała jak ja na stojąco:-).
Zabrała mi zszywacz i dawaj o jednej ręce z nim po drabinie na dach (no ja tak dziś pracowałem) asekurowałem ją to weszła tak na koniec drabiny - jakieś 3m. Potem właziła na płot (mamy taki z bali) i próbowała zejść z drugiej strony, nie dała rady:-).
I tak cały dzionek a Jagoda prasowała a ja z Mimi (Miriam) mieliśmy na nią oko. Mimi udało się zagonić do pracy i to bez awantury - szok bo z reguły zaraz zła jest. Trochę skonany jestem bo fizycznie to nie pracowałem z pół roku.
Miriam tośmy chrzcili w biegu bo ciężko z nią było. Ojcem ch. miał być mój brat ale nie dojechał a matką była sąsiadka, kumpela Jagody. A że proboszczu równy wtedy u nas był tośmy bez ojca ochrzcili i tyle.
Z Dobrusią też fajny numer był.
A czekolada to z Auchana biała z paluchem. A efekt taki że chyba by ją Meller na sesję w Playboy namówił - taka szczęśliwa. No i mówi, że wreszcie czuje że niema fizycznego defektu. Niestety mimo to pani Rozenek mi nie wolno oglądać:-).
Z Miriam to straciła piersi w ogóle. Deska totalna i udało nam się kupić taki chiński Pullena i on zdziałał cuda ale teraz to go nigdzie niema. Na szczęście ta czekolada zadziałała
. Przynajmniej jeden problem mniej.:-)
Położyłem jej deskę to leżąc na deskorolce na plecach zjechała parę razy. Ale ona by chciała jak ja na stojąco:-).
Zabrała mi zszywacz i dawaj o jednej ręce z nim po drabinie na dach (no ja tak dziś pracowałem) asekurowałem ją to weszła tak na koniec drabiny - jakieś 3m. Potem właziła na płot (mamy taki z bali) i próbowała zejść z drugiej strony, nie dała rady:-).
I tak cały dzionek a Jagoda prasowała a ja z Mimi (Miriam) mieliśmy na nią oko. Mimi udało się zagonić do pracy i to bez awantury - szok bo z reguły zaraz zła jest. Trochę skonany jestem bo fizycznie to nie pracowałem z pół roku.
Miriam tośmy chrzcili w biegu bo ciężko z nią było. Ojcem ch. miał być mój brat ale nie dojechał a matką była sąsiadka, kumpela Jagody. A że proboszczu równy wtedy u nas był tośmy bez ojca ochrzcili i tyle.
Z Dobrusią też fajny numer był.
A czekolada to z Auchana biała z paluchem. A efekt taki że chyba by ją Meller na sesję w Playboy namówił - taka szczęśliwa. No i mówi, że wreszcie czuje że niema fizycznego defektu. Niestety mimo to pani Rozenek mi nie wolno oglądać:-).
Z Miriam to straciła piersi w ogóle. Deska totalna i udało nam się kupić taki chiński Pullena i on zdziałał cuda ale teraz to go nigdzie niema. Na szczęście ta czekolada zadziałała
. Przynajmniej jeden problem mniej.:-)
ból nie do opisania...


Żonie powiedział że niech się buja, kasy nie da
