reklama

Listopad 2009

reklama
witam z poobiednią kawką

Pati w domu, już zdrowa więc jutro już do szkoły pójdzie to będę miała spokój. Zaraz się zabieramy i jedziemy po Arka,

A co do szkoły....nasze pójdą jako 6-latki, chyba, że coś się zmieni (wątpię). Przy Patrycji miałam wybór i poszła jako sześciolatka (jakby w przedszkolu była grupa zerówkowa to zostałaby w przedszkolu) i po miesiącu uważam, że dobrze zrobiłam. Z mojego punktu widzenia....2 razy robić materiał zerówki to mnie być szlag trafił, na początku w szkole żadnych ciężkich nowości nie mają więc obawiałabym się efektu znudzenia dziecka. Zadania domowe zdarzają się, chociaż nie codziennie, ale jako zadanie ma coś do pokolorowania, ewentualnie szlaczki do narysowania (a tu ją matka tępi, bo musi to zrobić dokładnie i starannie, więc to zadanie zajmuje więcej niż 15 minut, ale takie zdarza się rzadziej)
Pati jest w klasie mieszanej, więc może i tak być, że jest różnica 2 lat między dziećmi, ale jak to w praktyce wygląda to nie wiem, bo Pati nie mówi nic na ten temat, a do Pati Pani zastrzeżeń nie ma.
Za naszych czasów też można było iść do szkoły jako 6latek i niektórzy szli. A porównywanie do innych czasów nic nie da, bo wszystko się zmienia i bardzo zależy od tego w jakim położeniu my się znajdujemy.
brrrrrrr sorka za wywód, ale musiałam się uzewnętrznić.

u mnie słoneczko wychodzi zza chmur i nawet miły widoczek za oknem mam:-)

miłego popołudnia:happy:
 
uff wreszcie Zuza posżla spać. Jakas taka jest, jak to mówi mam zmierzła. jęczy, skwierczy, ojczy, ciagle na ręce. Ledwo mięso na frykadla udyźdałam, a myślałąm, ze do tej pory to bede miała polepione i w połowie smażenia co najmniej. Gorączki nie ma, wiec nie wim ocb. chyba zaraz ja mocno opatule i otworze kno to moze dłuzej pośpi.
Michał wrócił z przedszkola, Kuba jesczez ma korektywe wiec później dziś wraca. Wreszcie nastąpił ten dzien kieyd moje dziekco nie płakało wprzedszkolu. Ani na pożegnanie ani póxniej. Widocznie przerwa była mu potrzebna.
Odebrali go mi rodzice, wiec tylko popłakał sie na wyjście, ze mnie nie ma ale wiiedział od rana ze mnie nie bedzie. Kupili mu na pocieszenie taka kulke z automatu z "glutem" w środku, takim lepkim pakudztwem co się rzuca po ścianach i na tych ścianach zostawia plamy. Wiec mam 2 piekne świeżutkie ogromne plamy centralnie na widoku. Ale juz mi zwisa, po wczorajszym wywaleniu przez Michasia wielkiej i rzadkiej kupy z nocnika na dywan nic mnie juz nie zdziwi a zalamanie nerwowe jest blisko
 
kilolku, wspolczuje. gluta, kupy na dywanie i zmierzlej zuzanki
u nas taka ladna jesien, tzn slonce, zolte liscie,ale tez chlodniejszy powiew. ludzie poubierani od krotkich rekawkow po kurtki
ja po lekarzu, dostalam antybiotyk, chociaz osluchowo czysta,ale za dlugo sie ciagnie. dr na moja uwage,ze cala noc przez kaszel nie spalam, obudzilam mloda i sasiadow za sciany zapytal, czy mieszkam w namiocie :eek: stwierdzil,ze bol w nodze to nie zakrzepica, bo noga bylaby spuchnieta caly czas,a nie obie nogi i wieczorem. nie podal za to zadnych sugestii, co to moze byc, wiec z wizyty jestem srednio zadowolona, mam nadzieje,ze chociaz kaszlu sie pozbede. i ciesze sie,ze tyle czasu kaszle, a mloda nic :tak:
 
widze tematy szkoły dla 6 latków
ja nie jestem za wcześniejszym szkolnictwem
już wymyślają jak mogą,kombinują na wszystkie sposoby byle tylko płacić wcześniej podatki....
 
Witam!
Padnięta jestem więc krótko!
kilolku to mieszkanie lokatorskie tzw. komunalne od miasta. mieszkamy tu już 25 lat, teraz miasto zdecydowało się na remont tej kamienicy, ale obiecano nam , że nie zakłoci to naszego porządku! nie będzie przeszkadzało w mieszkaniu, a tu wyskakują z tymi toy toyami :szok: i to tylko jeden z ich cudownych pomysłow! dlatego wystąpiliśmy o mieszkanie zastępcze na czas remontu, ale wiadomo musi być standard co najmniej taki jak mamy obecnie więc byle gówna im nie weźmiemy! no to tweirdzą, że nic dla nas nie mają! no to my im, ze nie wpuścimy robotników do mieszkań póki nam nie zapewnią lokali zastępczych i zaczyna się wojna! i ogólnie to mam dość! żyjemy na kartonach bo posprzedawałam stare meble bo jak się trafił kupiec to nie czekałam! wszędzie syf, pył, kurz :( podłoga siwa :( ściany po części wyburzone (bo wykuwali nam balkon) no wygląda to wszystko strasznie! gości nie mam gdzie zaprosić, bo na stole stoi telewizor. w pokoju Martynki, który obecnie jest pokojem nas wszystkich, telewizor stoi na takiej starej komodzie, którą przytaszczyłam z piwnicy, a komoda ma ze 30 lat! i jest odrapana ze wszystkich stron i po prostu straszy :-( swoim wyglądem :-( zabawki młodej porozpizgane wszędzie! i co z tego, że posprzątam jak wcale tego nie widać? mówię Wam odechciewa się wszystkiego. nie wiem gdzie zrobię urodziny młodej. wielkiej imprezy nie planuję, ale dziadkowie + chrzestni i my . na sale zabaw to za mało dzieci, bo musi być minimum 6, a tu byłoby 3! poza tym to drogi interes! u mojej mamy chyba tyle osób się nie zmieści, bo mama ma małe mieszkanie. no chyba te urodziny na raty będą robione :-(
Dobra spadam, bo mam dziś dzień marudy! boli mnie głowa i ogólnie nie jest dobrze, więc idę co by Was swoim "optymizmem" nie zarazić :-(
 
gawit, troche nie ciekawie... :/


a ja dzis mialam pelny "wrazen" pobyt na placu zabaw.
przyszla laska z synkiem, ktory dokuczal wszystkim dzieciom. na oko, to z rok starszy od naszych. krzyczal, straszyl te dzieciaki. siadal w poprzek zjezdzalni, zeby nikt nie mogl zjezdzac... az w koncu popchnal Toma z calej sily i zrzucil go z gory zjezdzalni, z tego podestu. mlody poleciał plecami na ta strone co sie wchodzi - taka drewniana pochylnia i udalo mu sie "w locie" obrocic, jakos tak sie chciał łapać czegos i koncowo wyladowal na tej pochylni na boku i na rece, nie polecial calkiem na plecy/glowe ufffff
wszyscy w kolo w szoku, bo widac bylo ze tamten specjalnie to zrobil. jakis dziadek potem podszedl i spytal czy wszystko ok. matka tego chlopaka podniosla Tomka ja jej go juz wzielam z rak. na szczescie oprocz obdartych dłoni to Tomkowi nic nie jest. tamta doslownie sprała syna chyba ile miala sił i uciekla z placu, ciagnac go za rece, bo ten sie chcial dalej bawic i nie chcial isc.
no i tak sobie pomyslalam potem na spokojnie, ze dzieciak agresywny, ale i matka nie lepsza... nie mowi ze moj jest idealny, ale wole mu tlumaczyc o co chodzi i w takiej sytuacji pewnie by poszedl przeprosic dziecko, zeby widzial co narobil, a nie ze jeszcze takie baty zebral... no i jak potem ma byc mnie zlosliwy..?

Tom potem zaszyl sie w piaskownicy i dopiero po jakims czasie sie rozgladnal, czy nie ma tego chlopca ia jak sie upewnil ze nie, to pozjezdzal jeszcze kilka razy...
 
reklama
Hejo wieczorową porą!
Kikolek - nie będę mówić, że moje kobieciny też potrafią zrobić podobnie.. wiem, że to nie pociecha, szczególnie jak Ty się starasz i chcesz mieć wszystko wylizane... mogę tylko powiedzieć jedno wrzuć na luz , szkoda nerwów;-) ( i kto to mówi, osoba , którą dziś poniosło:-D:-D )
Gawit - masz niezłe jazdy z mieszkaniem, pomysły jak z marsa..
Lotka - niezła mamusia i synek,,, "kocham" takie sytuacje na placykach... dobrze, że Tomkowi nic się nie stało.
Agrafka - zmierzyłam czarne lakierki ( zwykłe bez zdobień ) , nr 25 wkładka 16 cm, szerokość ok. 6 cm w palcach ( no mniej więcej) , drugie neistety 23 i wkładka 14. Jakoś zakręcona jestem na kiedy je potrzebujesz;-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry