Wiecie co... ja nie wiem jak to się dzieje ale już czerwiec cały urodził, lipiec w połowie się rozdwoił, zaraz skończy, sierpień ruszy lada dzień, zostaje jeszcze wrzesień i październik i ... ruszamy... ja liczę po swojemu (czyli wyjmuję miesiąc "ryzyka") i jak dla mnie to zostało mi jedynie 3 max 3ipół miesiaca do przygotowań a tu wszysto w proszku - ostatecznie podjeliśmy decyzję że do porodu i parę miesięcy po nim zostajemy w Poznaniu, chałupa nie przygotowana, zakupy nie zaplanowane (a co dopiero kupione...

) ja nadal pracuję chociaż się zarzekałam że ide na L4 (ale jest chłodno i mi szkoda w chacie siedzieć), koty i pies szaleją ze szczęscia bawiąc się ofoliowanym wózkiem (zwłaszcza jeden z kotów zakochał się w foteliku samochodowym) a ja najchętniej leżę w łóżku i "liczę" kopniaki... :-)
