Witam
Dosyć długo się nie odzywałam, ale narobiłam sobie tyle zaległości w czytaniu, że trudno mi się do Waszych postów odnieść.
Ja z jednej strony też już chciałabym mieć małą przy sobie, a z drugiej czuję, że będzie to wielka rewolucja, duża odpowiedzialność, przeorganizowanie życia całkiem. Nieprzespane noce, potencjalne problemy z karmieniem... Nad porodem wolę się nie zastanawiać, bo trzeba go przeżyć, a scenariusza nikt nie zna. Mam nadzieję, że nasze małe dzieciaczki nam wszystko zrekompensują.
Też się czasem martwię, gdy córa się dłużej nie rusza, ale wieczorami za to daje popalić.
Byłam już na jednym - godzinnym ktg - gdzie mi lewa strona drętwiała od leżenia, myślałam, że już o mnie tam zapomnieli. Potem byłam na wizycie, ponoć szyjka mi się trochę skróciła, ale nadal zamknięta. W ten poniedziałek też się mam stawić na ktg, potem wizyta u ginki.
Stopy i dłonie mi puchną, prawa ręka nawet drętwieje, ale to ponoć normalne pod koniec. Widocznie dziecko uciska na jakiś nerw.
Ja sobie dziś powiedziałam, że muszę zjeść jeszcze kebaba przed porodem

Dawno nie jadłam, a potem długo mi przyjdzie poznać jego smak.