Ja też płakałam, jak włożyli Małego do inkubatora na naświetlania i płakał, bo mu się to wcale nie podobało. Potem jak wróciliśmy do domu, bo mój mąż strasznie się guzdrał z przyjazdem do nas do szpitala i musiałam mu mówić, co ma jeszcze zabrać, dlatego, że ten powrót nie wyglądał jak sobie wymarzyłam. A oststni raz dziś w nocy, po imprezie z moimi rodzicami i bratem na cześć Arturka, mój szanowny mąż stwierdził, że chyba jest niedopity i zdzwonił się z kolegą. Ja mu powiedziałam, co o tym myślę, a on poniekąd wymknął się z domu. Wygarnęłam mu przez tel.jednocześnie rycząć, a on z rozbrajającą szczerością, że kocha nas oboje i że sobie poradzimy (noce mam trudne, bo Mały często budzi się na jedzenie, jest aktywny i nie chce spać). Ryczałam, ale postanowiłam się uspokoić, żeby synek nie zrobił się nerwowy.
Faceci są totalnie beznadziejni...... Myślałam, że mój mąż trochę dłużej wytrzyma te wszystie obowiązki, ale chyba się myliłam...