Dziś robię sobie sałatkę jarzynową/warzywną nie wiem jaką dokładnie to ma nazwę. marchewka, pietruszka, seler, ogórki, jajka, groszek itd... Na mięso nie mogę patrzeć ani wszystko co jest z mięsem więc postanowiłam sobie chociaż tą sałatkę zrobić i wziąc jutro do szkoły bo McDonaldy i KFC ani inne kebaby to mnie jakoś nie ciągną... Raczej mi po nich nie dobrze, a w szczególności jak jest w czymś cebula. Ostatnio nie mogę znieść nawet jej zapachu...
A co do porodu to powiem Wam, że jak wczoraj mi koleżanka powiedziała co i jak jest z tym normalnym porodem to trochę mnie strach ogarnął. Boję się, że może mi się maleństwo zaklinować gdzieś, albo urodzę tylko główkę i nie będę w stanie dalej urodzić itp... Zaczynam się zastanawiać nad cesarką planowaną... Poza tym jestem bardzo nieodporna na ból...
Też jutro mam w planach robienie takiej sałatki o ile nie poczuję się gorzej, bo dzisiaj już czuję, jak mnie nosi. Ale mój A. mnie poprosił o taką sałatkę więc mu zrobię, należy się za ten stres przed magisterką, a to będzie fantastyczny prezent (w takich materialnych nie jestem zbyt dobra a te kulinarne wychodzą zawsze niezawodnie ;-) )
A porodu nie bój się. Tyle kobiet urodziło, urodzisz i Ty. Wiadomo, że wszystko może się zdarzyć, ale zakładając najgorszy scenariusz same siebie pozbawiamy sił i motywacji do dalszego działania. Liczę na to, że każdej z nas trafią się wspaniali położnicy którzy możliwie jak najłagodniej przeprowadzą nas przez to fantastyczne wydarzenie. Powiem Ci, że sama dzisiaj byłam pełna obaw, ale pisząc to co przed chwilą sama siebie nastawiam pozytywnie. Z resztą jesteś młoda, właściwie biologicznie obie znajdujemy się w najlepszym możliwym wieku do rodzenia dzieci więc liczmy na to, że będzie wszystko dobrze!
Niuniunia
u mnie tez wysyp ciężarnych i rodzących koleżanek i tak się składa, że ja jestem ostatnia w kolejce, więc coraz mam świeże relacje z porodówki i o dziwo wszystkie porody do zniesienia i każda mi mówi, że to nie takie straszne i zaczęłam się bać, że skoro one tak lekko to przeszły to ja się znajdę w tym procencie okropnych porodów :-( Wiem, że to głupie myślenie, ale jeszcze w SR położna zasugerowała mi, że mogę mieć cięzki poród ze względu na swoją budowę - tzn przed ciążą byłam chuda jak patyczak, a i teraz to nie wiele sie zmieniło. Staram się jednak mimo wszystko nastawiać pozytywnie, mimo tego, że zaczynam się naprawdę bać (sam pobyt w szpitalu mnie przeraża, a co dopiero reszta).
Kurczę, moja mama ma 160cm i waży niecałe 50kg. Zawsze tak miała i urodziła 4 dzieci. Jest drobna chudzina, wygląda jak cień samej siebie i dała radę. Zawsze szukam jakichś porównań u innych kobiet, a to do wieku, a to do budowy... różnie naprawdę bywa, piszę jeszcze raz NIE NASTAWIAJMY SIĘ NEGATYWNIE :-) Wiem, że jest coraz ciężej, bo blisko do godziny zero i wszystkim nam zaczyna odbijać (zwłaszcza tym, które rodzą po raz pierwszy), ale matka natura nas tak przystosowała, żebyśmy dały jakoś sobie radę. I mówię tu nie tylko o porodzie ale też o wstawaniu 10 razy w nocy i znoszeniu trudów macierzyństwa. W końcu tyle kobiet to przeżyło, cały ten pobyt w szpitalu. Nie słuchaj głupich rad jakiejś wrednej położnej (która z resztą powinna Ci pomagać a nie stresować

) tylko uwierz w to, że jesteś silną kobietą i sobie ze wszystkim poradzisz ;-)
A swoją drogą ja dzisiaj wymiękam. Wszystko mnie boli, nie mam na nic siły, ledwo dałam radę odsmażyć pierogi na obiad. Mam nadzieję, że nie szykuje się długie choróbsko. Ale jest jeden pozytywny akcent z tego dnia: nie bolą mnie właściwie w ogóle plecy!!!! Przestałam trzymać nogę na nodze podczas siedzenia (głupi nawyk ale ciężko mi wyobrazić sobie jak można inaczej siedzieć) no i trochę się gimnastykuję między jednym lekkim bólem a drugim. No i teraz nie bolą mnie w ogóle

) Oby tak dalej, jestem dobrej myśli, że tak zostanie
