Mysio, zazdraszczam

Jak ja bym chciała, żeby we wtorek mieć już pracę mgr z głowy... a tu masz, sama się pisać nie chce

Pisałam dzisiaj, dużo tego nie wyszło, ale mam notatki i ogólną koncepcję. Moja pani promotor natomiast nie przejawia chęci pomocy w jakikolwiek sposób, poza wyrażeniem zgody na obronę we wrześniu... :/ dzisiaj pisałam - laptop na kolanach - a nogą bujałam Pyzę w wózku, żeby spał i nie jęczał i dał pisać

nie ma rzeczy niemożliwych

na sierpień wypożyczam sobie moją mamę - będzie siedzieć z Pyzunią, a ja będę pisała, mam nadzieję, że się jakoś uda... a jak nie, to mam to wszystko gdzieś, zabieram papiery z uczelni, bo to nie ma sensu :/ Mam takie chwile załamki, szkoda mi tylko poświęconego czasu - to tak, jakbym straciła 2 lata, bo nic z tego nie będę miała (dyplom z licencjatu jest.... ale magisterka). Eh, rozżaliłam się, tak jakoś... M nie chce słyszeć o zabraniu papierzysków, teściowa namawia na dziekankę (nie, nie, nie), mama mnie chyba zabije jak jej obwieszczę takową nowinę...
Mały marudzi po szczepieniu, jest tak strasznie biedny... jadł łapczywie, aż się zakrztusił, musiałam go obrócić na moim kolanie i poklepać plecki, potem co pociągnął, to płakał - chyba już nie miał ochoty na jedzonko... odciągnęła 2 mega gile z noska (histeria ofkors), aż w końcu jak ułożyłam go do odbicia, to mi zasnął na ramieniu... włożyłam go do łóżeczka już śpiącego - i tak sobie nyna nadal.... Ciekawe jaka będzie nocka, chociaż muszę powiedzieć, że w dzień ładnie śpiochał...
Buziaki :******