zanetaa
wrzesień2008 i maj2012
kugela - noc o poradzę? nie wstydzę się swoich uczuć
As - może właśnie tu chodzi o charakter. Twój mąż spokojny i cierpliwy, a mój? zupełnie inny, do tego dorzućmy mój temperament i awantura gotowa. może u Pieszczoszki jest podobnie?
Flaurka - cudzysłów widziałam, ale całość wypowiedzi ma jasny przekaz. uważam, że owszem - jesteś spokojna, ale zaczepna;p piszesz tak, że mimo dobrych chęci widzę prowokację;p
oczywiście, że mówisz swoje zdanie, ja się broń boże nie kłócę, ale dyskutuję. Podziwiam, że lubisz i sprzątasz, od męża nie oczekujesz pomocy w zajęciach domowych, ale dla mnie to jak wychowanie mojej babci. razem bałaganimy to razem sprzątamy. nie lubię sprzątać, robię to tylko w nerwach (sama bez przymusu w postaci burdelu). najgorsze jest to, że mój bałagan (teraz w salonie) to kołdra (spała na kanapie, ale o tym później) i niekapek Hani na stole, a cała reszta pana męża i pana syna - talerz z obiadu, 4 kubki (piją za każdym razem z czystego?) skarpetki pod kanapą, pistolety, bluza na pufie, bliżej niezidentyfikowana część komputera szwagierki na stole i pusty karton po soku pod stołem. i to mnie wkurza, a jak usłyszę, że nie posprzątane, nic nie robię to dostaję piany.
seks (dla mnie) ma być przyjemnością dla obu partnerów, jeśli jedno z nich nie ma ochoty to drugie musi się z tym pogodzić. a jak facet przychodzi zmęczony po pracy i liczy na nagrodę w postaci seksu, to ja zmęczona po dniu i nocy z dziećmi liczę na nagrodę w postaci odpoczynku. z reszta jak można oczekiwać, że coś robimy za coś? w związku wszystko powinno być bezinteresowne.
wracając do Pieszczoszki - nie pochwalam jej nerwów i ataku pt."dziwki", sama pisałam, żeby na spokojnie porozmawiała.
ale próbuję Cię namówić do stawienia się na jej miejscu i zrozumienia, bo owszem - dobrze piszesz, ale zabrakło mi drugiej części/strony wypowiedzi.
Fiore - nie znowu po starości, ale z tego co się orientuję to Twój eS ma więcej niż 24 lata
pewnie myślenie inne, nie takie roszczeniowo - szczeniackie, hop - siup. Macie z As łagodnych mężów to i relacje między Wami są łagodniejsze
pewnie staż związku też ma coś wspólnego z współdziałaniem, moje 6lat ma się nijak do Was. widzę, że wiele problemów nie potrafimy rozwiązać, wielu swoich wad jeszcze nie zaakceptowaliśmy do konca i się z nimi nie pogodziliśmy, nie we wszystkim się zgadzamy, a właściwie prawie z niczym się nie zgadzamy (chodzi o błahe sprawy jak tv w dziecięcym pokoju) i walczymy o ostatnie słowo. może źle wybrałam, może nie on był mi pisany, ale muszę się o tym przekonać na 100%, bo poddać bez walki to ja się nie zamierzam.
noc okrutna... normalnie z zegarkiem w ręku moja córa budzi się punkt 2 i już nie śpi, albo drzemie wożona w wózku. za to całe wybory w USA obejrzałam, bo żeby nie budzić moich panów wyniosłam się z wózkiem do salonu na kanapę i wózek woziłam popychając nogą - mięśnie mi się rozrosną po tylu godzinach
a na serio to jestem wymordowana, to już druga taka noc.. niby teraz w końcu Nutka śpi, ale muszę sprzątać, bo teściowa jednak wczoraj nie przyjechała, będzie za to dzisiaj
mam takie nerwy, że szok! jestem bliska pizdnięcia tym wszystkim i wypięciem się na cały świat. i u nas to na szczęścię ząbek nie daje nam spać i jeść, udalo mi się zaaplikować viburcol stąd ta błoga cisza, która mnie ociupinkę uspokaja..
ALe nie, ciśnienie znów mi rośnie, bo przypomniałam sobie o pogodzie - zimno, dżdży i wieje gorzej niż wczoraj.. po porannym spacerku wyglądałam jak rumiany elf mikołaja, dodam - rozczorchany elf..
ja chyba jestem przed okresem..
As - może właśnie tu chodzi o charakter. Twój mąż spokojny i cierpliwy, a mój? zupełnie inny, do tego dorzućmy mój temperament i awantura gotowa. może u Pieszczoszki jest podobnie?
Flaurka - cudzysłów widziałam, ale całość wypowiedzi ma jasny przekaz. uważam, że owszem - jesteś spokojna, ale zaczepna;p piszesz tak, że mimo dobrych chęci widzę prowokację;p
oczywiście, że mówisz swoje zdanie, ja się broń boże nie kłócę, ale dyskutuję. Podziwiam, że lubisz i sprzątasz, od męża nie oczekujesz pomocy w zajęciach domowych, ale dla mnie to jak wychowanie mojej babci. razem bałaganimy to razem sprzątamy. nie lubię sprzątać, robię to tylko w nerwach (sama bez przymusu w postaci burdelu). najgorsze jest to, że mój bałagan (teraz w salonie) to kołdra (spała na kanapie, ale o tym później) i niekapek Hani na stole, a cała reszta pana męża i pana syna - talerz z obiadu, 4 kubki (piją za każdym razem z czystego?) skarpetki pod kanapą, pistolety, bluza na pufie, bliżej niezidentyfikowana część komputera szwagierki na stole i pusty karton po soku pod stołem. i to mnie wkurza, a jak usłyszę, że nie posprzątane, nic nie robię to dostaję piany.
seks (dla mnie) ma być przyjemnością dla obu partnerów, jeśli jedno z nich nie ma ochoty to drugie musi się z tym pogodzić. a jak facet przychodzi zmęczony po pracy i liczy na nagrodę w postaci seksu, to ja zmęczona po dniu i nocy z dziećmi liczę na nagrodę w postaci odpoczynku. z reszta jak można oczekiwać, że coś robimy za coś? w związku wszystko powinno być bezinteresowne.
wracając do Pieszczoszki - nie pochwalam jej nerwów i ataku pt."dziwki", sama pisałam, żeby na spokojnie porozmawiała.
ale próbuję Cię namówić do stawienia się na jej miejscu i zrozumienia, bo owszem - dobrze piszesz, ale zabrakło mi drugiej części/strony wypowiedzi.
Fiore - nie znowu po starości, ale z tego co się orientuję to Twój eS ma więcej niż 24 lata
pewnie staż związku też ma coś wspólnego z współdziałaniem, moje 6lat ma się nijak do Was. widzę, że wiele problemów nie potrafimy rozwiązać, wielu swoich wad jeszcze nie zaakceptowaliśmy do konca i się z nimi nie pogodziliśmy, nie we wszystkim się zgadzamy, a właściwie prawie z niczym się nie zgadzamy (chodzi o błahe sprawy jak tv w dziecięcym pokoju) i walczymy o ostatnie słowo. może źle wybrałam, może nie on był mi pisany, ale muszę się o tym przekonać na 100%, bo poddać bez walki to ja się nie zamierzam.
noc okrutna... normalnie z zegarkiem w ręku moja córa budzi się punkt 2 i już nie śpi, albo drzemie wożona w wózku. za to całe wybory w USA obejrzałam, bo żeby nie budzić moich panów wyniosłam się z wózkiem do salonu na kanapę i wózek woziłam popychając nogą - mięśnie mi się rozrosną po tylu godzinach
mam takie nerwy, że szok! jestem bliska pizdnięcia tym wszystkim i wypięciem się na cały świat. i u nas to na szczęścię ząbek nie daje nam spać i jeść, udalo mi się zaaplikować viburcol stąd ta błoga cisza, która mnie ociupinkę uspokaja..ALe nie, ciśnienie znów mi rośnie, bo przypomniałam sobie o pogodzie - zimno, dżdży i wieje gorzej niż wczoraj.. po porannym spacerku wyglądałam jak rumiany elf mikołaja, dodam - rozczorchany elf..
ja chyba jestem przed okresem..





no wiec ja go siup do siebie do wyra a żeby kolejne 20 min nie sterczec nad łóżkiem bo mi się już nie chciało ,zgasiłam światło i ja zasnełam
a mały z tego co mi wiadomo to później ale zasnał