A ja... cóż, jestem w szpitalu. Zatrzymali mnie ze względu na zbyt krótką szyjkę macicy (14 albo 16 mm, nie pamiętam...). Wierzcie, że prawie mi się ziemia spod nóg usunęła, gdy się dowiedziałam, że muszę zostać. I nawet nie tyle się martwię, co po prostu wk**wiam tym, że tak się stało! W ubiegłym tygodniu lekarz powiedział, że nic jego zdaniem się nie dzieje, a ja czułam parcie na szyjkę i twardnienie. Chyba Bóg nade mną czuwał dzisiaj, że się zdecydowałam jechać jednak na tę izbę przyjęć, bo gdybym tak zaczęła rodzić za kilka dni, to bym nawet nie wiedziała, co się dzieje.
Dostanę sterydy na rozwój płuc u maluszka, leki przeciwskurczowe, być może założą mi szew i jeśli wszystko dobrze pójdzie, w ciągu tygodnia wypiszą mnie ze szpitala. Innej opcji nie widzę, bo absolutnie nie chcę tu zostać dłużej, niż jest to konieczne.
Czy ja dobrze zrozumiałam, że Kaja też jest w szpitalu?!?!?!
