noirel, no pewnie, tak właśnie jadłam przy Zosi, nie jadłam tylko wzdymajacych i tych wskazanych jako najczęściej uczulające... no, ale w 6 tygodniu Zosie wysypało i skończyłam na diecie eliminacyjnej, ktora nic nie dawała, a skłądała sie z wafli ryzowych, ryżu, marchewki i jabłek i suplementów wapnia... i tak kilka miesiecy ....nic nie pomagało, Zosia wyglądała masakrycznie, żeby dać jej odetchnać od biegunki i podleczyć pupę odstawiałam ją co 3 dni na jeden dzień i dawalismy nutramigen, bo inaczej bywało, że nie zdązyłam zapiać pieluchy i już byłą do zmiany... płakałam, wyłam praktycznie, jak widziałam jak dziecko się meczy... w końcu lekarze uznali, ze trzeba odstawić od piersi, co miałam jej dac z przeciwciał to jej dałam a obie się wykańczamy... to było jak Zosia skończyła 5 miesiecy, ostatnie moje mleko dostała w wieku 6 miesięcy i kilku dni (bo dawałam jej jeszcze raz dziennie moje, póki laktacja działała)... ja skończyłam jakieś minus 5 kilo w stosunku do stanu sprzed ciąży, ze zmasakrowanymi koścmi i krwią ledwo ledwo... tak naprawdę poczułam ze żyję jakieś 2 lata po porodzie, przestały mnie boleć kości, stawy, wyniki badań się unormowały.... niby nic tragicznego, ale samopoczucie ogólne było do dupy i nie wspomnę o oczach do szczęki niemalże, wyglądzie włosów, paznokci itp.... Zosia na nutrasyfie i lekarstwach też odżyła, zaczeła przybierać i rosnać normalnie.... z 10 centyla wskoczyła na 50
wiec teraz ja zacznę od końca... najpierw dieta póki organizm ma siłę i zapasy i będę powolutku wprowadzać i obserwować... moze to coś da, a moze nie... a może po prostu Dziedzic miał wiecej szczęscia w losowaniu genów i nie będzie alergikiem.... modlę się o to i chyba sie na pielgrzymkę wybiorę, jesli sie tak zdarzy....
cos mam dzisiaj jakis marudny dzień, sorry dziewczyny... juz się wyłaczam...