Jesssu... my znowu na działce przez co słabo z netem. Bede pisać etapami na wszelki wypadek
Odpoczywamy sobie pogoda sie poprawia, bo od rana padało. Mi na Wojtka to brak słów. Mam wrażenie, że on czyta mi w myslach i robi zawsze to czego bym nie chciała. Dzisiaj rozsypal mi sie wegiel od grila, bo worek zamókl... standardowo M. miał schowac na noc:/ i oczywiscie Mlody w tym pierwszy, na dodatekna kolanach... ufajdal sie caly, wiec mycie przebieranie itd. Kapiac go rozlsla mi sie woda w lazience obok kabiny. Zdarzylam go ubrac... zgarnelamte brudne ciuchy, a on już siedzi w tej kałuży... wiec znowu przebieranie:/ potem gadzina postanowila sama zejsc ze schodów, co poskutkowało limem na czole... przynajmniej teraz juz wie, ze nogi powinny byc pierwsze

ech... mialam odpoczywać, a wykonczona juz jestem.
My mamy tylko górna jedynke, sle z cztery w natarciu. Marudny jak nigdy. Tylko na smartfonie jestem, wiec zdjecia nie ogarne... dopiero jak wrócę.
Camel dobrze, ze juz przeszlo. Hm... ja stosuje kompot z jablek na zatwardzenie:/ mi zawsze pomaga
Bestia wstała, wzielam przytulilam i spi dalej... tylko na mnie:/
A co Was tak naszło na ciasta? Jakieś święto jest, a ja nie wiem:/