Ach Ci faceci. Ja też na swojego byłam wkurzona ale dzisiaj dotarło do mnie że od niego wymagam a od siebie nic. U nas pogorszylo sie od kiedy musze lezec. Narzeczony zmeczony wraca z pracy, w domu balagan, obiadu nie ma a ja sobie w lozku leze i telewizje ogladam. No i uslyszalam tekst w stylu ze nie wygladam na obloznie chora. Ja oczywiscie zla ze on nic nie rozumie, ze mi wcale w tym lozku dobrze nie jest, ze jak bylo dobrze to sie wszystkim chwalil a jak musi cos od siebie zrobic to juz problem. Takie tam babskie zrzedzenie. A przeciez on biedak bez mojego gadania wszystko posprzatal, pojechal na zakupy gdzie kupil mi same zdrowe rzeczy (czyta skład produktu na opakowaniu). A ja obrazona nawet nie podziekowalam. Dla niego to tez jest nowa sytuacja w ktorej probuje sie odnalezc. Proponuje spojrzec na tatusiow przychylniej ale wymagac dalej. Klamstwo to klamstwo a same dziecka sobie nie zrobilysmy wiec niech teraz nas wspieraja (a my ich).
Ps. To tylko takie moje przemyslenia. Nie jestem zadnym psychologiem i nie chce nikogo pouczac.