U nas na studiach na zaliczeniu z parazytologii za odpowiedź, że toxo można się zarazić od kota, nie zaliczało się całego semestru.
Wykładowcy postanowili wbić nam to do głowy, jako najważniejszą rzecz, ze wszystkich, jakich nas uczyli i zawsze padało pytanie, jak zarażamy się od kota i zawsze prawidłową odpowiedzią, jaka zaliczała to pytanie było, "zjedzenie kota na surowo".
To chyba była reakcja na bzdury gadane przez lekarzy, przez które cierpią koty.
Sama widziałam 10-letniego kota oddawanego do schroniska, bo żona zaszła w ciążę i lekarz kazał.
Byłam wtedy na ćwiczeniach z interny w tym schronisku i widziałam, jak facet ot tak zostawił wypielęgnowane, stare zwierzę, które dotychczas spędziło życie na poduchach, w brudnym boksie z wieloma innymi (chorymi, zaropiałymi) kotami. Minęło prawie 10 lat, a ja pamiętam wzrok tego kota i beztroskę jego byłego już właściciela. :-(
Myślę, że tamten kot nie miał szansy się uchować w tak strasznych warunkach. Stres pewnie go osłabił, a wykończyły choroby od innych kotów. Bo przecież nikt nie weźmie ze schronu tak starego kota.
(Mam nadzieję, że stało się inaczej, ale taka wizja jest najbardziej prawdopodobna, niestety).
Dlatego nasi parazytolodzy czuli misję walki z obarczaniem kotów winą za toxo. I dlatego ja tak reaguję. Tak mnie nauczono, pod groźbą niezaliczenia roku. Ufam swoim nauczycielom i wierzę, że nie przesadzali aż tak bardzo.