reklama

Majowe Mamy 2022

Ciężko się nie stresować, pamietam swoją pierwszą grupę, miałam ochotę zapytac dlaczego wszyscy biorą proga, jakies dziwne zastrzyki, tyle leków, kiedy mi ginekolozka zakazała nawet witamin w 1 trymestrze, ojjj naiwna byłam. Nie martwiłam się w ogóle, wiedziałam, ze na 1 USG może się okazać, ze to nie wyjdzie i byłam z tym totalnie pogodzona, jakoś to było logiczne… Teraz niestety znam chyba wszystkie opcje, które mogą pójść nie tak i to nie jest wcale dobra ani przydatna wiedza, ale za każdym razem jak czytam zle informacje to mam taaaakke poczucie niesprawiedliwości, chyba nie ma dla mnie nic gorszego niż taka bezradność i smutek na raz. W tej chwili myślę, ze będzie co ma być. To już jest dawno zdecydowane w genach, ale jeszcze ani my ani pewnie nasz organizm nie ma pojęcia. Moja dewiza to zawsze była walka do końca o rzeczy, które mogę zmienić i pogodzenie się z tymi, które ode mnie nie zależą, bo przecież inaczej to trzeba być niezłym masochistą.
 
reklama
A ja to bardziej niz poronienia boje sie czy bedzie zdrowe.. naczytalam sie duzo ze gdy ojciec ma raka/chemioterapie/immunoterapie to jest duze prawdopodobienstwo wad wrodzonych. Tak sie sklada ze zdiagnozowali mu czerniaka ponad 2 lata temu, mial juz 2 operacje i przerzuty na wezly chlonne i 10 miesiecy wlewów immunoterapi. Wtedy oczywiscie uwazalam zeby w dni plodne nie wpasc, ale wedlug moivh obliczen to i tak zrobilismy to jakos 2 tygodnie po ostatniej immuno... teraz sie boje o to czy jak sie wgl uda to czy bedzie zdrowe..
Obawy gonia obawy 😩😓
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry