dzis rano bylam u lekarza i doznalam szoku

zgodnie z postanowieniem noworocznym poprosilam o L4, gin mnie bada i mowi "to juz najwyzszy czas na zwolnienie tempa - nie czuje pani, ze dno macicy jest coraz nizej a czop zaczal juz puszczac?"


zaczelam glupio tlumaczyc ginowi, ze to nie moze byc prawda, bo ja sie czuje super a teraz to wlasnie nic cale swieta nie robie, wczesniej praca/studia/zakupy wyprawkowe....

a on sie tylko rozesmial i dal ulotke o symptomach porodu

jakbym malo chociazby tu na forum czytala
w dodatku zadzwonilam do meza zeby sie pozalic, a on w kolko powtarzal, ze mam sie z porodem wstrzymac do jego przyjazdu, bo chce pepowine przecianc jak jego kolega

zdenerwowal mnie tym jeszcze bardziej, bo ja mu tu placze, ze chyba jeszcze sie nie oswoilam z tym ze czas tak szybko leci - a on tu o doznaniach kumpla z narodzin syna wyjezdza

jak to pisze to juz sie smieje ale 2h temu na serio bylam na niego wsciekla

