Był czas kiedy wyrosłam z kupek i zupek i innych tego typu uroków... myślałam ze juz jestem jeden stopień wyżej (prosze sie nie gniewac za to stwierdzenia ) a potem z m zapragnęliśmy znowu pieluszek, kupek, zupek nieprzespanych nocy.... i jakbym sie znowu cofnęła ....zastanawiam się nad konsystencja kupy czy aby jest ok, poziomem żelaza i długością szyjki.... i strasznie sie ciesze z tego cofnięcia...
Starsze dzieci nie pozwalają mi zapomnieć jak to było mając naście lat a młodsze dojrzeć i wspominać jak to było jak po nocach małe płakało... może jestem nudna, może zrobiła sie ze mnie kura domowa zachwycająca sie ciastem z rabarbarem... nie wiem, ale dobrze mi z tym i do puki nie zanudzam któreś z was na śmierć, pisać będę nadal(wybaczcie )... ja rozumiem że to co dla mnie jest Ważne nie koniecznie dla innych i odwrotnie...tak jest w życiu.... a ze czasem pogadanie o "dupe maryny" pomaga sie zrelaksować i nabrać dystansu to inna sprawa