ja też zaczynam się już coraz "dziwniej" czuć.
Przez weekend majowy dość ostro się sforsowałam, i normalnie, wczoraj w trakcie powrotu do domku ze spacerku (dosłownie ze 100 m miałam do domu) - miałam mocne wrażenie, że mi wody odchodzą



. To było straszne!!!
Mojego męża też już siku cisło - i jeszcze z minutę wcześniej "darłam" się na niego, że ja ciężarna mogę wytrzymać, a on obczaja ścieżki pod mostem, który akurat był przed nami.. Aż tu nagle..idę i czuję jak coś mi zaczyna lecieć - a ja nie mogę tego powstrzymać!!! No mówię Wam - MASAKRA!!! Wydusiłam tylko, że ok, ok - idziemy pod ten most (nie mogłam mu wprost powiedzieć, bo bałam się reakcji tego "biedaka", a na dodatek.. wiecie.. szliśmy krajóweczką, którą cisną się wszyscy powracający "majówkowicze" w kierunku granicy niemieckiej, więc miałam niewyobrażalny dyskomfort). Idąc patrzyłam na nogawki od spodni, czy widać już jakieś strużki czy też nie (na nogach bowiem nic nie czułam, ale z drugiej strony miałam je już tak spuchnięte i zdrętwiałe, że w ogóle w nie nie wierzyłam). .
Bogu dzięki, że nikt akurat nie szedł ścieżką pod mostem - i mogłam się spokojnie wymacać.. Całe szczęście spodnie jakoś wyglądały.. Powolutku zatem zaczęłam iść w stronę domku - po drodze uświadomiłam męża z całej tej mojej akcji (no i było tak jak podejrzewałam - chciał karetkę wezwać, hehe).
Dobrze, że miałam zabezpieczenie w majtkach w postaci podwójnej wkładki. Ehhh - nie wiem co to było.. Zsiusiać się chyba nie zsiusiałam

Ale gatki mokrawe były (o wkładkach nie wspominam). Dzisiaj byłam umówiona z moją gin w szpitalu z racji tego wymazu, więc troszkę spokojniejsza jestem - bo nic niepokojącego u mnie nie zauważono (ale ogólnie próbke pobierała mi położna, więc nie przyznałam się do wczorajszej akcji, a teraz tego żałuje:-

zawstydzona/y

..
Ehh - powiem Wam, że chodziłam na SzR, różne ksiązki czytałam - a teraz i tak czuję się taka... "tępa" w sprawach porodu... :-

zawstydzona/y: Dlaczego nie ma jednej metody/jednego procesu porodu - wtedy wszystko byłoby takie jasne..??
