tsarina
MamaPower!
wiesz, tu nie chodzi o efekt końcowy, tylko o to co się dzieje w trakcie tworzenia efektuJa zwykle tracę nad wszystkim panowanie. Np nigdy nie radzę sobie ze zrobieniem rownego prostokąta, nie wiem co robić z resztą ciasta, zwykle coś mi się rozerwie. Ehhh
Jak się nie będę chwalić, to znaczy że porażka na całej linii
No i samo pieczenie ... Jak coś gotujesz, to możesz sprawidzić czy gotowe. Z pieczeniem już nie da rady![]()
oczywiście, że możesz sprawdzić, bierzesz patyczek do szaszłyków np i wbijasz, jak nie wchodzi "jak w masło", tylko nieco opornie, albo jak się ciasto ciągnie za patyczkiem, to wiesz, że ciasto jeszcze surowe...
a z tym ciastem kłopotu nie ma.. wałkujesz, żeby ciasto miało ok. pół cm grubości, wałkujesz w różne kierunki i tyle, nic nie wykrwasz...
boszzz, kura domowa pełną gębom ze mnie...
Ja zwykle tracę nad wszystkim panowanie. Np nigdy nie radzę sobie ze zrobieniem rownego prostokąta, nie wiem co robić z resztą ciasta, zwykle coś mi się rozerwie. Ehhh

Napisałam do nich, kazali odesłać tę felerną, a sami od razu zapakowali i przysłali priorytetem nową 
W sumie to może masz rację, bo interpersonalnie jestem, wielu znajomych mi to mówi (się paru z dołka wyciągało)... ale z samą sobą jest gorzej
Tutaj zawsze jestem na nie