Hej kobitki! Widze ze dzis "koscielne" klimaty tu panuja...;-)
Ula mnie tez ksiadz 9.01. odwiedzi. A co do Chrztow, to pamietam, jak jako studenci i zarazem nieslubna para jeszcze wtedy poszlismy nasza Ale sglosic do Chrztu... no i bylo jechane na calego, ze jak to tak mozemy nieodpowiedziali byc, ze w takiej "niepelnowartosciowej rodzinie" chcemy dziecko wychowywac...


Nie daly nic tlumaczenia, ze planujemy slub, ale na razie nie mamy na to pieniedzy, bo ksiadz stwierdzil, ze zeby wziasc slub nie trzeba zadnych pieniedzy (no tak, zgodzilabym sie z tym, ale pod warunkiem ze do slubu poszlabym w dzinsach, nie zapraszala zadnych gosci, nie kupowala obraczek, nie dala "co laska" itp, itd...) Ojjj, duzo sie nasluchalismy od niego roznych kazan, ale w koncu doszlismy jakos do porozumienia, obiecalismy ze slub wezmiemy jak najszybciej, no i nasza Ala zostala ochrzczona:-)
A dzis to po prostu mialam koszmarny dzien....
Moja Olenka w kuchni ma swoj kojec z zabawkami, w ktorym uwielbia sie bawic gdy ja cos sobie pichce lub sprzatam. No i rano robilam sniadanie, ona sie w nim jak zwykle bawila, az nagle uslyszalam potworny huk i zobaczylam ze Ola lezy na podlodze nieruchomo... Przez momet cos ja "przytkalo", nie wydawala z siebie zadnego glosu, a po chwili zaczela potwornie plakac... Nie mam pojecia jak to sie stalo, kojec jest wysoki, a ona (jak nam sie wydawalo) nie miala by mozliwosci by z niego wyjsc. No ale widac ze znalazla jakis "patent" i wypadla uderzajac centralnie glowa o plytki .... Ma ogromnego siniaka i zadrapania na glowie , niby nic powazniejszego sie jej nie stalo, ale lekarz mowil zeby do 3 dni ja obserwowac, bo objawy moga dac znac dopiero po jakims czasie. No i tej nocy mam ja calkowicie wybudzac ze snu co 2 godz. zeby sprawdzac czy przez sen nie traci przytomnosci.... Przez pol dnia nie moglam sie uspokoic, cala sie trzeslam, plakalam, i nie moge do tej pory sobie wybaczyc, ze jej nie dopilnowalam, choc wydawalo mi sie ze w tym kojcu jest bezpieczna, ze na pewno nie da rady wyjsc... A nawet ona sama przed tym wypadkiem nic nie kombinowala, nie chciala wychodzic. Grzecznie sie bawila, a za chwile juz lezala na podlodze... Kojec od razu wyladowal w piwnicy. A mnie do tej pory z nerwow brzuch boli i twardnieje. Maluchy dzis od rana kopia jak oszalale, pewnie moj nastroj calkowicie im sie udzielil


:-(