marys16
Fanka BB :)
ale my w tym roku do pl wracamy. i Marcelek do polskiego przedszkola pójdzie.
ja tak myślę dumam i wariuje ze może za rak do tej fr wrócić. nie wiem sama co mam robić.
moj maz pracuje e delegacji. czyli firma ma siedzibę w paryzu a on jezdzi po budowach. raz jest w jednym miejsu 3 miesiące a raz 2 tygodnie. jak wiedział ze będzie dluzej budowa trwala to przyjezdzlam do niego. a jak wiedzial ze budowa bedzie taka rwana ze 2 tygodnie tu 2 tygodnie tam to wracalam do pl. i tak sie rzucaliśmy z konta w kont. wiecznie na walizkach i wiecznie w wynajętych gites . no ale Marcelek ma 3 lata czas mu zapewnić jakas stabilizacje. i jest juz Danielek.
maz mi zaproponował ze kupi domek gdzieś w jakiejs malej mieścinie ( bo wiadomo ze nie stac nas na paryz czy inne duze miasto) weźmie kredyt a ja bede tam mieszkać. prowadzać dzieci do przedszkoli itp a on bedzie przyjeżdżał na weekend do domu
i niby ok. tylko ze on pracuje caly czas na noce. i prace konczy w sobote o 7 rano. i wtedy on by do mnie jechal. dajmy na to 300km jak by byl gdzies w miare blisko, bo pracuja po calej francji.
dojechal by do domu i dla mnie logicane jest ze po calej nocy w pracy i jezdzie pojdzie spac. spedzimy razem wieczor. ja pojde spac bo ja funkcjonuje w dzien. pozniej spedzimy razem popoludnie w niedziele i on w poniedzielk wyjedzie znow do pracy.
a zreszta duzo pisac.
jak on se przeprowadzke widzial. to wcale se nie widzial. stwierdzil ze dom kupi i juz. a jak mowie mu ze moze cos trzeba bedzie zrobic jakis remont malowanie scian no cokolwiek to on mowi ze miedzy czasie.
ale ja mam tam isc z dziecmi i se mieszkac.
jak sie pytam o rzeczy z pl z domu to on nie widzi potrzeby ich zabierania. bo mu sie nie oplaca organizowac trnsportu.
urlop to on ma w lipcu i on se chce na wesle jechac brata ciotecznego. jak mowie ze wez urlop na koniec sierpnia wrzesnien by z Marcelkiem do przedszkola isc czy zeby ten dom wlasnie ajkos ogarnac, to on urlopu w innym terminie wziasc nie moze.
on mi kupi samochod, to mowie naucz mnie jezdzic bo prawko mam ale nie jezdze w ogole. to on takiej potrzeby nie widzi. to sie go pytam jak ja mam sie uczyc jezdzic z dwujka maluchow w srodku?
eee
i chciala bym tej fr ze wzgledu an system.
ale jak se pomysle ze sama i tak naprawde sama miala bym sie z tym zmierzyc to amm stracha tak wielkiego ze juz wole do pl jechac. gdzie mam dom rodzine swoja i meza i umiem sie tam poruszac.
i jesiedz 2 lata jeszcze z Danielkiem w odmu to chyba dla mnie za wiele. bo w pl to nawet siedzenie w domu inaczje wyglada. bo mam rodzine gdzie zawsze jest jak wyjsc cos z nimi porobic, mam przyjaziul znajomych.
a tu dziewczyny wiece jak wyglada zycie na poczatku a tym bardziej jak sie nie zna jezyka.
a jeszcze nie gdzies w miescie tylko na wiosce.
teraz mieszkam na wiosce. i tak naprawde udalo mi sie pogadac z 2 babciami
bao inni pracuja, albo sa w domu. no a przeicez nie bede lazla komus do domu.
no i praca.
ja bym chciala do pracy. w pl wiem ze lekko nie jets. ale wyksztalcenie mam i pracowalam w zawodzie. moze udalo by sie cos znalezc. lubie swoj zawod.
tu w fr zanim bym wrocila do zawodu miely by lata, jesli w ogle bym wrocila. bo ja wam nei kalmie dla mnie ten fr to ajk krew z nosa idzie.
ja po angleisku gadam a po fr mam ciemnosc w glowie.
no i pilnowanie dzieci. w pl oddam dla tesciow swej abbci komus z rodziny. tu zlobek.
oo to wam sie wyrzalilam troche
i se tak dumam ze mze na rok do pl. nauczyla bym sie fr troszke. poszla na kurs taki od podstaw. wykupila se godziny jazdy. jakos przez ten rok kupili bysmy ten dom, i niech se jezdzi w weekedny i ogarnia go znaim ja tam zjade na stale.
Marcelk pojdzie do dzieci i juz bede chodz widziec ze moze zyc bezemnie chodz pare godzin, bo teraz my wiecznie razem. daniel troche podrosnie juz nie bedzie nimowlaczkiem.
no ogolenie moze jakos to sie zorganizuje i mzoe wroce tu za rok.
i tak sie zastanawiam czy wtedy Marcelke da rade sobie w przedszkolu. czy da rade sie przestawic na fr z pl.
ja tak myślę dumam i wariuje ze może za rak do tej fr wrócić. nie wiem sama co mam robić.
moj maz pracuje e delegacji. czyli firma ma siedzibę w paryzu a on jezdzi po budowach. raz jest w jednym miejsu 3 miesiące a raz 2 tygodnie. jak wiedział ze będzie dluzej budowa trwala to przyjezdzlam do niego. a jak wiedzial ze budowa bedzie taka rwana ze 2 tygodnie tu 2 tygodnie tam to wracalam do pl. i tak sie rzucaliśmy z konta w kont. wiecznie na walizkach i wiecznie w wynajętych gites . no ale Marcelek ma 3 lata czas mu zapewnić jakas stabilizacje. i jest juz Danielek.
maz mi zaproponował ze kupi domek gdzieś w jakiejs malej mieścinie ( bo wiadomo ze nie stac nas na paryz czy inne duze miasto) weźmie kredyt a ja bede tam mieszkać. prowadzać dzieci do przedszkoli itp a on bedzie przyjeżdżał na weekend do domu
i niby ok. tylko ze on pracuje caly czas na noce. i prace konczy w sobote o 7 rano. i wtedy on by do mnie jechal. dajmy na to 300km jak by byl gdzies w miare blisko, bo pracuja po calej francji.
dojechal by do domu i dla mnie logicane jest ze po calej nocy w pracy i jezdzie pojdzie spac. spedzimy razem wieczor. ja pojde spac bo ja funkcjonuje w dzien. pozniej spedzimy razem popoludnie w niedziele i on w poniedzielk wyjedzie znow do pracy.
a zreszta duzo pisac.
jak on se przeprowadzke widzial. to wcale se nie widzial. stwierdzil ze dom kupi i juz. a jak mowie mu ze moze cos trzeba bedzie zrobic jakis remont malowanie scian no cokolwiek to on mowi ze miedzy czasie.
ale ja mam tam isc z dziecmi i se mieszkac.
jak sie pytam o rzeczy z pl z domu to on nie widzi potrzeby ich zabierania. bo mu sie nie oplaca organizowac trnsportu.
urlop to on ma w lipcu i on se chce na wesle jechac brata ciotecznego. jak mowie ze wez urlop na koniec sierpnia wrzesnien by z Marcelkiem do przedszkola isc czy zeby ten dom wlasnie ajkos ogarnac, to on urlopu w innym terminie wziasc nie moze.
on mi kupi samochod, to mowie naucz mnie jezdzic bo prawko mam ale nie jezdze w ogole. to on takiej potrzeby nie widzi. to sie go pytam jak ja mam sie uczyc jezdzic z dwujka maluchow w srodku?
eee
i chciala bym tej fr ze wzgledu an system.
ale jak se pomysle ze sama i tak naprawde sama miala bym sie z tym zmierzyc to amm stracha tak wielkiego ze juz wole do pl jechac. gdzie mam dom rodzine swoja i meza i umiem sie tam poruszac.
i jesiedz 2 lata jeszcze z Danielkiem w odmu to chyba dla mnie za wiele. bo w pl to nawet siedzenie w domu inaczje wyglada. bo mam rodzine gdzie zawsze jest jak wyjsc cos z nimi porobic, mam przyjaziul znajomych.
a tu dziewczyny wiece jak wyglada zycie na poczatku a tym bardziej jak sie nie zna jezyka.
a jeszcze nie gdzies w miescie tylko na wiosce.
teraz mieszkam na wiosce. i tak naprawde udalo mi sie pogadac z 2 babciami
no i praca.
ja bym chciala do pracy. w pl wiem ze lekko nie jets. ale wyksztalcenie mam i pracowalam w zawodzie. moze udalo by sie cos znalezc. lubie swoj zawod.
tu w fr zanim bym wrocila do zawodu miely by lata, jesli w ogle bym wrocila. bo ja wam nei kalmie dla mnie ten fr to ajk krew z nosa idzie.
ja po angleisku gadam a po fr mam ciemnosc w glowie.
no i pilnowanie dzieci. w pl oddam dla tesciow swej abbci komus z rodziny. tu zlobek.
oo to wam sie wyrzalilam troche
i se tak dumam ze mze na rok do pl. nauczyla bym sie fr troszke. poszla na kurs taki od podstaw. wykupila se godziny jazdy. jakos przez ten rok kupili bysmy ten dom, i niech se jezdzi w weekedny i ogarnia go znaim ja tam zjade na stale.
Marcelk pojdzie do dzieci i juz bede chodz widziec ze moze zyc bezemnie chodz pare godzin, bo teraz my wiecznie razem. daniel troche podrosnie juz nie bedzie nimowlaczkiem.
no ogolenie moze jakos to sie zorganizuje i mzoe wroce tu za rok.
i tak sie zastanawiam czy wtedy Marcelke da rade sobie w przedszkolu. czy da rade sie przestawic na fr z pl.
Ostatnia edycja:



