Zapomniałam Wam się pochwalić co mój mąż dziś zrobił...
Miałam dzisiaj wolne w pracy więc wczoraj zasiadłam do oglądania meczu siatkówki, skończył się po 23, ale że w perspektywie miałam brak budzika to nie bardzo się spieszyłam pod kołderkę. Mąż też powiedział, że będzie z trasy około 8.00.
Śpię sobie smacznie, ale jakiś hałas mnie wybudził, słyszę że ktoś gaz podświeca w kuchni. Wstałam, bo i tak pęcherz cisnął. Otwieram drzwi, zaglądam do kuchni - Mąż. Patrzę na zegarek 6.19. Więc się pytam człowieka co robi (myślę głodny wrócił robi sobie śniadanie), a on do mnie, że robi śniadanie dla kochanej żony.

Wróć... Jak to dla żony? O tej godzinie? "Aha, żeby Ci było przyjemnie od rana :-) (uśmiech nr 5)"
Na serio robił dla nas śniadanie. O 6.19. I on wiedział, że ja nie idę do pracy, stwierdzając dodatkowo, że jak jestem jeszcze śpiąca to przecież mogę zjeść i iść spać dalej. Skończyło się tak, że owszem on zasnął (normalka, cała noc za kółkiem), a ja jeszcze do 7.30 się przewracałam, aż w końcu zeszłam na dół, zostawiając śpiocha samego. Przyszedł przed 11 zdziwiony, że żona mu uciekła z łóżka
I co tu takiemu wariatowi powiedzieć? Opierdzielić, że obudził czy przytulić, że chciał mi do łóżka śniadanko zrobić?


