Cześć mamuśki. Pozwolicie,że wyrzucę z siebie, co leży mi na sercu
Wstałam o 12, tzn. zmusiłam się, bo nie bardzo mi się chciało. Męczy mnie już ta monotonia. Codziennie trzeba wstać, zjeść śniadanie, wziąć prysznic, posmarować się kremem przeciw rozstępom, poczekać aż się wchłonie, potem ubrać się, ogarnąć mieszkanie tu i ówdzie i czekać do 17 na męża. Jeszcze jak jest ładnie na dworze, to wyjdę po jakieś lekkie zakupy albo poprzerzucam ciuszki w lumpie, na co nawet w ostatnim czasie nie mam za wiele siły. Mamy już całą wyprawkę, także nic nam nie potrzeba, ale z nudów chodzę i oglądam, a nóż coś ładnego się trafi, ale wczoraj, to już z wielkim wysiłkiem mi to przyszło, zmęczyłam się samą drogą, choć mam bardzo blisko, a potem to już tchu mi brakowało.
W ostatnim czasie piję tyle wody niegazowanej, że bajka! Mąż zaskoczony bo co chwile mu mówię, ze trzeba kupić zgrzewkę wody, bo już nie ma, a dopiero co kupowaliśmy

w życiu nie piłam tyle wody
Dziś na szczęście urozmaicenie mojego nudnego życia - szkoła rodzenia

-będzie o oddychaniu podczas porodu
Rzeczy mam już poprane, bo jak zaczęłyście tylko pisać, że pralki puszczone w ruch, to się ogarnęłam i poprałam.
Wszystko już też poprasowane

Torba jeszcze nie spakowana, ale nie chcę wywoływać wilka z lasu

ze strachu chyba jeszcze jej nie pakuję
Na miły początek dnia :
http://demotywatory.pl/4613156/Wspierajcie-swoje-zony