Cześć Dziewczyny.
Nie było mnie tu strasznie długo. Poczytywałam Was troszkę ale na więcej czasu zabrakło.
Wprowadziliśmy się do domku dlatego ostanie 3 tygodnie były dla mnie dość intensywne zarówno fizycznie ( sprzątanie pakowanie, rozpakowywanie itp itd. ) jak i psychicznie.
Jesteśmy strasznie szczęśliwi i nie możemy z mężem się nacieszyć tym wszystkim. Różnica w odczuciu 37 m2 a 160 plus garaż i 10 arów działki jest ogromna. W pierwszym tygodniu miałam zakwasy od chodzenia po schodach

. Jezu jaka tu cisza i spokój. Sąsiadzi daleko i widać ich ledwo co, ludzi na około brak, szumu brak, hałasu brak. Kury widać z okna. Czuję się jakby wylądowała w raju

Wrzucam Wam zdjęcia z pierwszego poniedziałku gdzie zasypało nas śniegiem
Uwaga uwaga, wychylam się delikatnie i wygląda na to że urodzę córę!!!

Marysia!!!
Mąż się już cieszy ale w pierwszym odruchu wyglądał jak małe dziecko, któremu zabrano cukierki.
U niego w całej rodzinie nigdy nie urodziła się córka i miał wpajane, że inaczej być nie może, więc początkowo czuł się chyba "gorszy". Z kolei ja się mega ucieszyłam

Nienawidzę jego całej rodziny i nie utrzymujemy z nimi kontaktu od prawie 2 lat więc tym bardziej się cieszę, że nawet tym im pokazałam jak mały wpływ mają na nasze życie i kto tu "rządzi"
Co jeszcze? Rosnę. Masakra. Mam taki okrąglutki brzuszek i ciągle się do niego przyzwyczajam
Siusiam non stop. Jest mnie juz 8 kilo więcej dlatego staram się mocno kontrolować co jem i ograniczyć słodycze

Termin porodu z ostatniego usg to już 03.03.2016
Marysia cała i zdrowa i waży sobie ponad 400 gram
Pozdrawiam Was wszystkie i postaram się pisać częściej i nadrobić zaległośći



