• Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Marcóweczki 2011

reklama
pinka ty ze swoją figurą, to sobie możesz pozwolić:D ja właśnie opędzlowałam tłustego pączka i tak mi dobrze, że nawet wyrzuty sumienia z tym odczuciem przegrywają:)
 
Wpadam na chwilkę, nie dałam rady nadrobić postów, bo już mi dołozyli od rana roboty i muszę się za nią zabrać :/

Wszystkim Pączuszkom życzę przyjemnego dzionka :*
 
aga_cina, nie trzymaj laptopa na brzuchu, dzidzia wie co robi, że go zrzuca!:no:

Wiem, ze nie powinnam, tylko jak tego posta pisalam to na chwile polozylam :) Juz mnie moj M skrzyczal wczesniej.

Milutek, wlasnie mam jakis tvn na tym miejsu co polsat powinien byc. Wieczorem sprobuje cos z tym zrobic.

ale mamy dzis niedobre sniadanko :( trzeba koniecznie do skelpu pojechac, buuuu.

Znowu snieg podobo pada. Kicius pewnie wyglada jak w reklamie whiskasa na dworze. Pewnie zaraz wroci, bo mu kuper wymrozi.

snilo mi sie, ze urodzilam i w ogole nie wiedzialam jak obslugiwac malego. Pomijajac fakt, ze nie mialam ubranek dla niego....
 
Witam z ranka!
u nas troszkę stresikowo, synek w nocy gorączkował więc spałam jak na gwoździu, za to jakie zboczone sny miałam:D to chyba przez te pogadanki o spaniu na golaska:) Na razie jesteśmy bez gorączki, ale widzę po jego szklistych oczach, że jest niewyraźny. To sobie posiedzimy w domku, przynajmniej nas zasypało, -9 stopni na dworze więc specjalnie żałować nie ma czego.
nic, lecę na śniadanko

aga cina ja też często mam sny, że już urodziłam i nic nie miałam przygotowanego dla małego, albo że mam bliźniaki, albo z synka zrobiła się córeczka. Przeżywamy to wszystko, dlatego podświadomość pracuje.
 
reklama
Witam wszystkie laseczki-Marcjaneczki!!!
Jestem w Polsce, a nawet w pracy. Cudem! Wczoraj lądowanie niemal awaryjne w Łodzi, udało się dopiero za 3 podejściem, 2 razy samolot kołami już dotykał pasa, wiatr spychał samolot w bok i pilot gwałtownie podrywał maszynę z powrotem do lotu. W życiu się tak nie bałam! Finalnie lądowaliśmy już ze skulonymi głowami, a po wylądowaniu samolot nie mógł wyhamować. Ale się udało. A to był dopiero początek przygody.
M. nie dojechał po mnie, bo utknął w Warszawie, przez 4 godziny dojeżdżając zaledwie do rogatek miasta. Lotnisko zasypane, taksówek brak, komunikacji miejskiej brak, a ja mam niecałą godzinę do ostatniego pociągu do Warszawy. W końcu pojawił się zbłąkany taksówkarz, ludzie przeprowadzili ostrą licytację, a status ciężarówki nie miał w ostrej rywalizacji najmniejszego znaczenia. Jakby mogli, to by mnie pobili. W końcu za 7 krotność ceny normalnego kursu wziął mnie i jeszcze 3 panów i podjął się dowiezienia na dworzec. W jakim czasie - tego obiecać nie mógł. Ale chyba ulitował się nade mną, bo zaczął łamać wszystkie przepisy i stanął na rzęsach, ale dowiózł na czas na dworzec. To, że po drodze zepsuła się lokomotywa, wysiadł prąd i siedzieliśmy w Koluszkach bez prądu, po ciemku, bez ogrzewania, bez możliwości wyjścia - bo drzwi otwierane elektrycznie - to już był drobiazg. W końcu o północy dotarłam do Warszawy. Walka o taksówkę (kolejka na 1,5 godziny stania w mrozie, zanim zdążyłam się odezwać tekst: "Jeżeli pani sądzi, że jak w ciąży, to ktoś pani ustąpi, to się pani myli. Jak się jest w ciąży, to się siedzi w domu!"), ale i tak dałam radę! O 1.00 byłam w domu. M. nadal nie było, udało mu się dojechać dopiero koło 2.00. Ale nic to!!! Jestem cała i zdrowa, w Polsce, po zakupach. Padam na nos, a pracy full, ale trzeba działać. Będę się starała odzywać w ciągu dnia.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry