reklama

Marcóweczki 2011

Witam poobiednio.
Olek wczoraj zjechał do domu bo się pochorował, ból przy przełykaniu gorączka, osłabienie i siedzenie w domu mnie czeka:-(.
Widzę, że Wam wczoraj humorki dopisywały;-):tak:.
Malinuś, psinka cudna tylko schrupać;-):-).
 
reklama
Ja po zajęciach i pysznym obiadkuuuuuuuuuuuuuuuuu, ale się objadłam. Domowe pierogi ruskie z cebulką i boczkiem, a do tego zupka cebulkowa z grzaneczkami:-)
wyrzutów sumienia nie mam, bo zaraz zbieramy się do mojego taty walczyć z tymi kartonami, ciuszkami i akcesoriami. muszę mieć do tego dużo siły.
malinka psiaka masz fajniutkiego! ja miałam jednego psiaka w życiu, zdechł 2 lata temu i na razie nie myślę o kupnie, bo się za bardzo przywiązuje do zwierzaków, a potem strasznie przeżywam jak odchodzą.

ola miłego buszowania. wczoraj byłam przerażona tym, co się dzieje teraz w sklepach. zakupy w takich tłumach od razu są mniej fajne.

Martuś kuruj Olka, oj biedne te nasze dzieci:-( jak nie jedno leży, to zaraz drugie:-(
Smacznych obiadków kochane i miłego popołudnia!
 
Ostatnia edycja:
czesc marcjanki
Ale mam dziś zajebisty dzień... Jestem śnięta po 12 godzinach snu, już chyba nigdy się nie wyśpię :zawstydzona/y: Od rana wzięłam się za kończenie dokumentacji praktyk i pisanie scenariusza zajęć, wstawiłam pranie. Akurat skończyłam pisanie, kiedy pralka mnie zawołała, że już koniec i dumna z siebie poszłam rozwieszać pranie. A tam co? Powódź. Zrobiłam to samo, co ostatnio nasz współlokator, czyli nie wsadziłam węża do wanny. Myślałam, że się pochlastam, ale musiałam to wytrzeć, bo M poza domem :no: Wzięłam wszystkie ręczniki, szlafroki i szmaty i zbierałam tą wodę pod wanną po kolana. W międzyczasie wrócił współlokator. Nawet mu do głowy nie przyszło, żeby jakoś pomóc, a ja dumna nie poproszę... Oczywiście dałam radę, ale wszystko mnie boli. Najgorsze, że to nie był koniec. Umyłam przy okazji podłogę w domu, bo nadeptałam nieźle, a wolne mam, to tego tak nie zostawię. Wracam do łazienki, okazało się, że zapomniałam o miskach, które się piętrzą między wanną a pralką. Pospadały wszystkie, pełne wody, bo był w nich wąż i powódź zaczęła się od nowa:no: Najgorsze, że wrzuciłam już do prania wszystkie szmaty. Resztkami sił zebrałam jakoś tą wodę... Dobrze, że miałam siłę w przypływie adrenaliny, ale chyba oszaleję jak się okaże, że zalało sąsiadów :sad: Na szczęście hormony są dziś spokojne, bo inaczej usiadłabym i płakała nad tą wodą... A teraz niech mnie ktoś dobije, bo oszaleję z bólu kręgosłupa! :hmm:
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
koncia - nic tylko twój kochany będzie ci musiał masaż zrobić żeby chociaż dzień miło zakończyć! ale kopa za niepoproszenie o pomoc współlokatora myślę że powinnaś dostać! kochana, uważaj na siebie i nie forsuj :* wiem...łatwo mówić... więc teraz marsz do łóżka i leżeć i odpoczywać!
my zalaliśmy raz sąsiadów tak że poleciała woda dwa piętra w dół i dwa bok ... do dziś mam traumę...i jak ktoś dzwoni/puka do drzwi to myślę że znowu kogoś zalewam ...
 
ło mater dei Koncia, nie zazdroszczę!! :shocked2::shocked2:
i mnie się udało zalać aptekę pode mną - i to 2 razy!! :szok:

Raz wróciłam z wyjazdu służbowego po 4 dniach a tu kartka na drzwiach, żeby w związku z zalaniem skontaktować się z apteką i administracją.. Wchodzę do mieszkania - sucho, do łazienki - suchuteńko, biegnę więc uradowana do apteki, że to nie ja, a tu w aptece na suficie odbita moja wanna... normalnie tylko śladów po klapkach przed nią brakowało!! okazało się, że rura pod wanną żle położona a że wanna szczelnie zabudowana, to do łazienki się nie nalało ale do apteki to i owszem - po obrysie mojej wanny...

Nie minęło pół roku jak inteligentni panowie od internetu, żeby sobie ułatwić pracę, wwiercili mi się do kaloryfera - no i sobie ułatwili - przez 20 minut waliło na mieszkanie parą pod ciśnieniem xx atmosfer :szok::szok:
Zawezwano mnie z pracy - jak podjeżdżałam pod blok to widziałam jak wiadrami wylewają wodę z mojego mieszkania... A po przedpokoju pływała plastikowa taska na buty z jednym kaloszem mojej babci...Dodam, że było to 2 lata po generalnym remoncie mojego mieszkania.. no i pół roku od remontu sufitu w aptece.. :eek::eek: Na szczęście Pani z apteki tak mi współczuła, że nawet nie miała serca na mnie krzyczeć..
Moje ubezbieczenie (PZU) wyliczyło mi szkodę na.. 1500 zł :szok: a do wymiany było wszystko - od podłóg po meble.
Także co do zalań to też mam dozgonną schizę :-D:-D

p.s. a tak w ogóle to witam się weekendowo - od piątku grzecznie leżę w łóżku i uspokajam moją macicę - twardą sztukę! :-) już mi się odleżyny robią a pomyśleć, że pierwszy trymestr prawie cały tak leżałam.. nie mogę sobie wyobrazić jak ja to wytrzymałam - no, ale fakt - trochę lżejsza wtedy byłam :-)
 
Ostatnia edycja:
reklama
Kurka wodna, neta mi na 2 dni wywaliło i byłam odcięta od świata i BB :szok: Masakra!!! Czułam się jak na głodzie! Dopiero przed chwilką jakimś cudem net się pojawił. Hosanna!!!
Weekend cały spędziliśmy na zakupach dekoracyjno-mieszkaniowo-bzdetowych, a teraz padamy na nosy. W sklepach sajgon i meksyk, ludzie jak w amoku, a moja cierpliwość na bycie popychaną, szturchaną i trącaną zmniejszona jest niemal do zera. Teraz leżymy z kotami i odpoczywamy, bo trzeba się niedługo zabrać za ubieranie choinki i potrzeba nam do tego sił.
Biorę się za czytanie Was od piątku!!!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry