No żesz $%^*!@#!!!!!!!! Po piątkowym opłatkowym obcałowywaniu i wzajemnym przekazywaniu wirusów i bakterii padła mi właśnie asystentka i jeden grafik. Tak już byli oboje seksownie pociągający, że wywaliłam z roboty do domu. Niech nie rozsiewają dalej i broń Boże MNIE NIE ZARAŻĄ!!!! Jeszcze mi zarazy w firmie brakowało! Ale chyba sobie w łeb strzelę z ilością roboty, buuuuuuuu!!!!
Futrzakowa, a ja Twoje smutki i żale związane z przejściem projektu "obok" doskonale rozumiem. Też bym się poryczała.
U mnie też akurat równo z moim przejściem na macierzyński zaczyna się dziać sporo nowego, ale akurat tego, że będę "wyłączona" nikt pod uwagę nie bierze, z prezesem na czele. Bo przecież NIE BĘDĘ WYŁĄCZONA. Są laptopy, telefony i moja mama, która z raz w tygodniu pewnie wpadnie w odwiedziny do wnusi, żebym mogła skoczyć chociaż na 2-3 godziny do pracy i trochę postresować ludzi ;-)
Swoją drogą, pewnie jakbym odwiedzała firmę z dziecięciem na ręku, to tylko by bitwy były kto ponosi i pozabawia. Bo co do zmiany pieluch to jakoś wątpię, żeby się dzika ilość ochotników znalazła ;-)
Marta, pracusiu!!! A plecki Cię nie bolą od lepienia pierogów? Swoją drogą zjadłabym takiego pieroga z podrobami, brzmi bardzo smakowicie!
Co do prowadzenia - ja nadal dzielnie prowadzę i pewnie tak będzie jeszcze dość długo. Zwłaszcza, że ode mnie do pracy dojazdu komunkacją miejską w zasadzie nie ma. Znaczy jest, ale w stylu: najpierw autobus, potem metro, potem tramwaj i znowu autobus. Dodać do tego śnieg, brzuchol z przodu i teczkę z laptopem i dokumentami i mamy masakrę :-)