cześć mamusie :-)
Raaany, wreszcie w domu! Od rana byłam odbębnić ostatni dzień praktyk, ale dzieciaki dają popalić. Cały czas schizowałam, że mi któreś na brzuch wleci

stres potworny, choć może niepotrzebny...
o 16.45 mam jeszcze zajęcia na uczelni, ale chyba sobie dziś odpuszczę. Specjalnie wzięłam na dziś zwolnienie, to chociaż je wykorzystam... I wezmę się za pracę mgr
A wczoraj to jeszcze mnie M zwyzywał, że wycierałam tą łazienkę sama i jakże domyślnego kolegi nie poprosiłam o pomoc...
Dopiero co śnieg stopniał, a już kolejną warstwę nasypało i mrozik wrócił.
Zazdroszczę wam, nie mam siły myśleć nawet o zakupach jedzeniowych. Jem ostatnio to, co znajdę w lodówce, a jak nic nie znajdę, to się zastanawiam jak zrobić coś z niczego
fifronka, też nie mogę usiedzieć w domu. I tak źle i tak niedobrze :-)
Agnes, będę dokarmiać pieska codziennie
Bosa, żeby się tak dało przełożyć termin porodu, to też bym go chętnie odłożyła do wakacji letnich
Jak wy dajecie radę prowadzić z brzuchem? Ja siadam na miejscu pasażera i mnie wszystko uwiera i się wiercę... Ogólnie to już nie ma dla mnie wygodnej pozycji w ciąży i się kręcę jak porąbana, wstaje, siadam, wstaje, siadam
