reklama

Marcówki-codzienne rozmówki:))

reklama
My juz po chrzcinach wszystko wyszlo super:))))

Ja tam jestem wdzięczna za każdą pomoc.Moja mama jak jest w domu to praktycznie ciagle zajmuje sie malym,i ja jestem zadowolona i ona.Nie raz przebiera malego,kąpie,smaruje itp itd nie widzę w tym nic z rządzenia ,po prostu chce mi pomoć odciążyć mnie.Nie rozumiem jak mozna sie o to gniewac,czy robic awantury.
Ja tak mialam przy 1 synku wystarczylo ze ktos na niego patrzał (ktoś.czyt. tesciowie ) to mi sie dymiło z uszu z nerwow. Taka psychiczna blokada nie wiem skad sie to wzielo moze z nienawisci do tych ludzi
U mnie niestety nie ma takich problemów ponieważ rodzinę mam daleko, a teściowa się do niczego nie wtrąca, ale ja bym nie narzekała gdyby ktoś mi pomógł :)
Moja tesciowa sie za to do niczego nie nadaje. Nie potrafila wychowac swoich dzieci to do moich nie pozwalam sie wtracac. Bo moja tesciowa miala straszne rady jak urodzilam sebka, jak czegos nie wiedzialam to juz wolałabym sie zapytac 10-latki niz tesciowej. Zawsze z pytaniem dzwonilam do mojej mamy.
Jak moja tesciowa miala do mnie pretensje czemu nie daje noworodkowi mleka od krowy ze ona dawała ...jeppp to najgorsze co moze byc...to ja jj na to ze zapytam poloznej i peditry co one na to i oczywiscie wysmaly takie glupie pomysły.
 
ja równiez sie ciesze, ze mi pomagaja. To dobrze jak przewiną czy przebiorą fajnie, ze sie interesują a im to przyjemność sprawia :))
Dzisiaj sie stracha najadłam !
Dawałam małemu kapsułke vitaminy K i machnął ręką i ją połknął myślałam, że zawału dostane :((((((((((( Na szczescie sie nie zakrztusil a kapsulka z zelatyny jest..eh teraz tylko na lyzeczce bede podawac

O rany!!! Wiem co musiałaś czuć. Pewnie oblał Cię zimny dreszcz i słabo Ci się zrobiło. Ja tak miałam jak jednego dnia poszłam z synkiem na spacer i u nas na osiedlu otworzyli nowy sklep z akcesoriami dla dzieci tylko on jest tak jakby w garażu do którego schodzi się po schodach i jest podjazd na wózki ale taki bardzo stromy. No i zjechać zjechałam ale trzeba było poźniej podjechać i w połowie podjazdu zsunęło mi się przednie koło ( a podjazd taki na dwa koła i pośrodku schodki wąskie i bardzo stromo), wózek przechylił mi się mocno na lewą stronę. Już myślalam że zaraz się przewróci, ostatkiem sił udało mi się utrzymać wózek i wyjechać na chodnik. Jak znalazłam się już na stabilnym podłożu z trudem oddychałam i powstrzymywałam łzy, myślałam że wybuchnę płaczem nogi miałam jak z waty a serce tio myślałam że mi wyskoczy. Nie pamiętam kiedy wcześniej się tak bałam. Nigdy więcej sama już nie pojadę do tego sklepu.
 
To ja mialam kiedys podobna sytuacje. Jak Sebus miał ze 3-4 miesiace.Tylko ze szlam do kolezanki na totalne zadupie. U mnie miedzy domami nie wialo ale u niej o BOze!! same pola i moze ze 3 domy. Jak wracalam do domu to tak wialo ze ledwo sie trzymałam drogi. Wozek nie trzymalam za raczki tylko za gondole. A i tak mi sie przechylił wlasnie na bok myslalam juz ze nie dam rady utrzymac tego wozka. To bylo straszne. Na dodatek jechalo jakies auto i nawet sie ten ktos nie zatrzymal czy mi pomoc. A stałam i ryczalam jak wiało.. jak przestawalo to biegłam ile sił i modlilam sie zeby juz byly domy. Powiedzialam tej kolezance ze wiecej do niej nie przyjde
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry