Moja Kingunia też lubi chrupki, a chyba jeszcze bardziej prażynki (takie zwykłe, nie żadne paprykowe czy coś). :-)
A co do kłótni z mężem to ze względu na pracę u taty najwięcej jest kłótni tak właśnie ma dużo pracy, np. przez żniwa. Ja potrzebuję coś zrobić, jego nie ma całymi dniami i kiedy mam coś przygotować do pracy (dorabiam w domu), do tego wszystko na mojej głowie i wszystko sama przy dziecku to nie powiem, żeby było łatwo. Np. do sklepu mamy daleko i lepiej jest jechać autem niż na nogach z wózkiem. Teściowa siedzi w domu, ale ja dziecko muszę taszczyć ze sobą na zakupy...
Teściowie tego nie rozumieją, że ja się mogę np. gorzej teraz czuć, że nie wolno dźwigać itp, albo że potrzebuję coś zrobić do pracy. Widzą czubek własnego nosa, że są żniwa, że dużo pracy, że się zaraz skończy (taaaak, z 2 tygodni zrobił się już 2 miesiąc) i że ja nie rozumiem, bo miastowa jestem i takie tam. Jeszcze przed wszystkimi to szopkę stawiają, jak to W nie ma dobrej pracy, jak to ma dobrze, dobre warunki i ile on to nie zarabia (a w zeszłym miesiącu dostał 8 stówek 2 tygodnie po terminie! Bo godzin nie wyrobił a ojciec płaci mu od godziny). Nóż się w kieszeni otwiera... Ech księżkę by można napisać.
Jasne, że są też plusy tej jego pracy, bo dzięki temu ja mogę do swojej czasami tylko jechać i w domu dorabiać. Ale wolałabym wieść spokojne życie i mieć męża bez teściów w pakiecie...