Używasz bardzo starej przeglądarki. Nasza strona (oraz inne!) może nie działać w niej dobrze. Naprawdę czas na zmianę na przeglądarkę, która będzie bezpieczna i szybka, na przykład darmowego Firefox, albo darmową Operę. Obie są bardzo szybkie, bezpieczne i wygodne.
Z tym zzo to chyba ściemniają bo pewnie można podać na każdym etapie porodu jakby tylko chcieli,Tynce też mogli powiedzieć,że za szybka akcja i nie podadzą a podali.
Niczka ja na Karowej rodzilam ale maja przepelnienie ...lekarka ktora prowadzila mi tam cukrzyce ciazowa powiedziala ze mam jechac na ostatnia chwile wiec pojechalam najpierw chcialam jechac jak mi wody odejda ale potem przypomnialam sobie jak to bylo ekspresowo u Skakanki i zmienilam zdanie... no i w sumie dobrze bo na bank bym nie dotarla do szpitala a czy jestem zaowolona... mysle ze tak znalam ten szpital bo rok temu rodzilam tam emilke.... no i wiecie co na oddziale polozniczym lezalam anwet w tej samej sali co z emilka i na tym samym lozku
Haha Tynka, na tym samym lozku nawet
co do ekspresowosci;-)to ja bylam zla na mame,ze kazala mi jechac bo przeciez te bole to takie nie bole byly...przy Natalce to bym sie nimi wcale nie przejela bo po pierwsze nie byly regularne a po drugie zanikaly jak zmienialam pozycje wiec takie bardziej przepowiadajace:-)No a jakby mi wody odeszly w domu to bym musiala jechac do blizszego szpitala i w sumie lepiej bym na tym wyszla;-);-)ale to juz niewazne takie gdybanie jak ja to lubie sobie czesto pogdybac bez sensu;-)
Tynka jeszcze raz gratuluje,ze tak szybko i niespodziewanie i w koncu nawet;-)Ciebie dopadlo.Rowniez gratuluje wyboru imienia, myslalam,ze bedzie Lenka albo Kalinka a tu... nagle Natalka
Porod jak porod.. bolało.. Pierwsza faza do przeżycia. Pojechaliśmy na porodowkę 15 stycznia ok 23. Położna w izbie przyjec nie była zachwycona (zreszta - te tam nigdy nie są), że będzie się musiała zajać rodzącą a nie oglądać tv. Mialam skurcze regularnie co 5 min.
Po badaniu stwierdziła, ze mam 2,5 palca rozwarcia i łaskawie zostawiła mnie w szpitalu. Nadmienie jeszcze, ze tego samego dnia popoludniu bylam ju z w tym szpitalu, i doktor rzeźnik odesłal mnie do domu. Na porodówce byla cisza i spokój. Byliśmy z mężem SAMI. Do godz. 4.00 było w miarę ok. Bolało, oczywiście, ale dało się znieść. W międzyczasie koło 2 w nocy przywieziona do sali obok babeczkę, ktora urodziła w poł godziny 3 syna! Alez jej zazdroscilam tego expresu ;-) Po 4 kolejna już polożna mnie zbadała i w trakcie badania pękl pęcherz płodowy (mam wrazenie, ze to jakby jej wina). Okazalo się, że wody są zielone. Zaczęly się bóle parte ale byly bardzo nieregularne i trwaly króciotko.. Miałam pelne rozwarcie ale szyjka długa jak u zyrafy (MariaOla) i mala nie chciala zejść niżej. Moje popieranie nic nie dawało, bo bóle parte były za krotkie. Potem byly coraz silniejsze, dostalam oxy, ale nic sie nie działo. Mala nadal wysoko z główką, na dodatek źle obrocona. Robilo sie już jasno, przyjeżdzaly kolejne rodzące a ja już bylam bez sil i darlam się w niebogłosy. Moj maż byl biedny - nie wiedzial jak mi pomóc. Lekarz uparl się, ze urodzimy fizjologicznie i ostatnie 3 godziny powtarzal, ze "jak za 10 minut nie ruszy to tniemy", albo... "Do 4 Pani urodzi,.... do 8 Pani urodzi....., do 9 to już napewno Pani urodzi..." Czas jednakże w szpitalu jest pojeciem względnym Przed 9 zdecydowali się na ciecie. Przewieziono mnie na sale operacyjna, gdzie babeczka anastezjolog probowała wkluc mi sie w kregoslup ze znieczuleniem podpajeczynowkowym, a ja rozkraczona na tym lozku mialam kolejne bole parte, nastepujace jeden po drugim. W koncu sie jednak udalo i przestałam czuć, ze mam ciało od pasa w dół. Po chwili Zuzanka była już na świecie. Pokazali mi ją i zaniesli do badania, gdzie był moj Marcin. Siedział w sali obok, tak, że widziałam go caly czas jak tuli już naszą Zuzie do siebie, podczas gdy mnie zszywali.. Z malutką wszystko dobrze, dostala 10 pkt Apgar ;-)
Ogólnie nie pamietam już, ze bolało. Po porodzie nie ruszałam się caly dzień. Leżałam na sali pooperacyjnej. Ruszac zaczelam sie w dnu nastepnym. Bolało tak ze 3 dni, potem już tylko szew ciągnął. Wogóle to zapoczatkowalam 16 stycznia czarna serie cesarek na gdanskiej Zaspie - na 16 porodow tego dnia - cięli 11 razy!
Nie ominął mnie jednak baby-blues. Nazwany przeze mnie także "depresją szpitalną". Z uwagi na to, że wody były zielone, Zuzia musiala dostawac antybiotyk, by zapobiec ewentualnej infekcji czekal nas więc pobyt 5-7 dni. Początek byl nawet niezly - mimo samopoczucia fizycznego. Mialam tylko problemy z laktacją i mala musiala być dokarmiana sztucznie. Ze mnie nie lecialo nic, a ja - mimo pomocy i wsparcia rodziny, ciotek z BB (tynka, Maria Ola - całus dla was) i personel szpitalnego w postaci siostr od laktacji- cierpialam z tego powodu bardzo. Z dnia na dzien czulam sie z tym jeszcze gorzej. Moj laktator - Avent nie chcial dzialac - tzn działal - tylko nie miał zupełnie czego ciągnąć. Babki od laktacji pomogly - daly laktator elektryczny - czulam sie troche jak dojna krowa - po kazdym karmieniu (próbie przystawienia do piersi) - dokarmianie sztuczne, a potem dojenie. Karmienie oczywiscie stricte co 3 h. Mała miala problemy z brzuszkiem i cierpiała - najczesciej nocami. A ja zastanawialam sie co ze mnie za matka.. i wciaz ten szpital - chwila z bliskimi, a tak - to jak w wojsku - cieżko bylo.. 4 dnia mialam placz na koncu nosa, 5 ryczałam regularnie, a w dniu wyjscia modlilam sie, by mała nie spadla z wagi, tak bysmy ogy juz isc do domu.
Jestesmy w domu od wczoraj. Pojawił sie nawal pokarmu. jeszcze wczoraj popoludniu było rożnie.. ale juz jest OK. Mam to za sobą.. Po szpitalu zostala mi tylko mania karmienia co 3 godziny... Czasem gdy ją budze, czuje się jakbym nie miała serca... :sick: Mam nadzieje, ze i to minie..
Abeja współczuję przeżyćale dobrze,że już po wszystkima w szpitalu to się nie dziwię,że miałaś deprechę i,że ryczałaś bo jakbym miała zostać tydzień to też bym wyła a i tak mi sie zdarzyło uronić łezkę;-)brr nie życzę szpitala nawet wrogowi (no chyba,że mojemu dyrowi)Najważniejsze,że mała zdrowa jak rydz i dostała 10punktówa te antybiotyki to dają zawsze profilaktyczniei trzeba zostać dłużej.
Abeja ..... nikt nie mówił, że będzie lekko ;-) ale grunt, że historia ma happy end ... a lekarze zawsze robią co się da, by tylko poród nastąpił naturalnie, dlatego tak przeciągali, tylko ty bidulka w tym wszystkim się namęczyłaś. Ewo jesteś wielka ! :-)