reklama

Opisy naszych porodów

reklama
no to teraz ja - dopiero teraz bo pisałam na raty, zresztą ja łatwo się wzruszam...

W sobotę nic się nie zapowiadało, więc byłam w CH na zakupach i żałuję, że nie kupiłam sweterka, który oglądałam, bo mała tonie w tych śpiochach 62cm w niedzielę wstałam rano o 7:30 tak po prostu do łazienki, ledwo z niej wyszłam i znów wróciłam bo czułam jakbym bezwolnie siusiała - ledwo zdążyłam nie chlusnąć na dywan. Uwierzyłam wtedy w ten filmowy motyw z szybko odchodzącymi wodami.... :szok: sprawdziłam w necie ile jeszcze mam czasu na zjawienie się w szpitalu, bo nie miałam żadnych skurczów. Pochwaliłam się przy okazji na BB, że malutka się zebrała do wyjścia, zadzwoniłam do męża żeby przejeżdżał szybciej, zjadłam śniadanie, dopakowałam torbę, rozłożyłam Zuzce łóżeczko i zamówiłam taxi. Na IP przyjęli mnie bez problemu i o 10:00 leżałam już na porodówce podłączona pod KTG – tyle, że cały czas bez skurczów, rozwarcie na 2cm, czop jeszcze częściowo siedzi. O 13:30 podali mi oxy a ja już z nudów, bo choć słuchałam radia to wciąż czekając na męża zasnęłam. Po kilkunastu min wpadają dyżurne położne i spytają jak się czuję, stopują oxy, za nimi lekarz, a ja nie wiedziałam o co chodzi – okazało się, że jakoś nie toleruje najlepiej oxy i podłączyli mi coś rozkurczowego :crazy: potem jeszcze płyny na wzmocnienie bo nic nie mogłam jeść ani pić i antybiotyki żeby nie doszło do infekcji po odpłynięciu wód. Ok. 16 już razem z mężem wpatrywaliśmy się w wydruki ale nic nie dojrzeliśmy, więc o 19 posłałam go do domu, żeby odpoczął, zjadł coś itd. I obiecałam dzwonić jak coś się rozkręci. Jak wyszedł to zaczęły brać mnie takie drobne skurcze co 3min ale postanowiłam się przespać i puki nie boli zebrać siły na potem. O 1:00 obudziły mnie większe bóle, więc położna zaproponowała mi poskakać na piłeczce, pochodzić po sali, a potem pójść pod prysznic z tą piłką ;-) Popluskałam się z 1,5h i o 3:00 zaczęły się lekkie bóle parte – krótkie badanie pod KTG żebym mogła sobie przyjmować dowolne pozycje na skurcze - stałam oparta o łóżko i ruszałam biodrami, a potem na łóżku leżałam na boku trzymając jedną nogę w górze, dopiero na sam finisz na plecach :tak:I tak właśnie o 4:32 w 2 skurczach przyszła na świat moja księżniczka :-):-):-):-) Wcześniej w okolicy 4cm położna pytała czy chcę jakieś znieczulenie - mówiłam że jeszcze nie, a jak poprosiłam to ona mówi "rodzimy już za 15min będzi pani mamą" - a ja "tak bez niczego?!" :-D Zaraz po wyjściu z brzuszka jak położna chciała mi ją pokazać to malutka zaczęła siusiać, więc mama musiała poczekać… Później już jak leżała mi na brzuchu a mnie łyżeczkowali i szyli ogarnął mnie tak dziwny stan euforyczny, że nic nie czułam. Miał być poród rodzinny, ale jak już coś zaczęło się dziać to nie miałam głowy dzwonić i tatuś przyjechał do nas jak już byłyśmy na sali poporodowej. Mówiąc szczerze to jak zaczęło porządnie boleć to nawet gdyby ktoś obok śpiewał, tańczył i żonglował to by mnie to nie zainteresowało – miałam totalny brak kontaktu – skupiłam się na tym, że chcę urodzić i koniec!!! W ankiecie dla studentek położnictwa napisałam, że poród to coś tak pięknego i nieporównywalnego z niczym innym na świecie – bo moment w którym nagle z przysłaniającego ci przez kilka miesięcy brzucha „wyczarowuje się” maleńki człowiek mający mikro_paluszki, mikro_nóżki, mikro_paznokietki, a nawet włoski trudno uwierzyć, że rosła we mnie taka istotka…. :sorry2:
 
reklama
pbg jak opowiadasz o porodzie, to wydaje się, że to takie szybkie i krótkie :) ale w sumie jak się zastanowić, to poród rozpoczęłaś o 7.30 rano a urodziłaś 4:32 następnego dnia więc dość długo czekałaś na swoją Zuzię :rofl2:
Niemniej jednak podziwiam Cię, za cudowny poród (bez tatusia :-p)
Jeszcze raz gratuluję! :tak::-)

Ja mojego męża nie wypuszcze z porodówki ani na chwilę :) żeby nie było takiej sytuacji jak u Ciebie :)))
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry