Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.

sprawdziłam w necie ile jeszcze mam czasu na zjawienie się w szpitalu, bo nie miałam żadnych skurczów. Pochwaliłam się przy okazji na BB, że malutka się zebrała do wyjścia, zadzwoniłam do męża żeby przejeżdżał szybciej, zjadłam śniadanie, dopakowałam torbę, rozłożyłam Zuzce łóżeczko i zamówiłam taxi. Na IP przyjęli mnie bez problemu i o 10:00 leżałam już na porodówce podłączona pod KTG – tyle, że cały czas bez skurczów, rozwarcie na 2cm, czop jeszcze częściowo siedzi. O 13:30 podali mi oxy a ja już z nudów, bo choć słuchałam radia to wciąż czekając na męża zasnęłam. Po kilkunastu min wpadają dyżurne położne i spytają jak się czuję, stopują oxy, za nimi lekarz, a ja nie wiedziałam o co chodzi – okazało się, że jakoś nie toleruje najlepiej oxy i podłączyli mi coś rozkurczowego
potem jeszcze płyny na wzmocnienie bo nic nie mogłam jeść ani pić i antybiotyki żeby nie doszło do infekcji po odpłynięciu wód. Ok. 16 już razem z mężem wpatrywaliśmy się w wydruki ale nic nie dojrzeliśmy, więc o 19 posłałam go do domu, żeby odpoczął, zjadł coś itd. I obiecałam dzwonić jak coś się rozkręci. Jak wyszedł to zaczęły brać mnie takie drobne skurcze co 3min ale postanowiłam się przespać i puki nie boli zebrać siły na potem. O 1:00 obudziły mnie większe bóle, więc położna zaproponowała mi poskakać na piłeczce, pochodzić po sali, a potem pójść pod prysznic z tą piłką ;-) Popluskałam się z 1,5h i o 3:00 zaczęły się lekkie bóle parte – krótkie badanie pod KTG żebym mogła sobie przyjmować dowolne pozycje na skurcze - stałam oparta o łóżko i ruszałam biodrami, a potem na łóżku leżałam na boku trzymając jedną nogę w górze, dopiero na sam finisz na plecach
I tak właśnie o 4:32 w 2 skurczach przyszła na świat moja księżniczka :-):-):-):-) Wcześniej w okolicy 4cm położna pytała czy chcę jakieś znieczulenie - mówiłam że jeszcze nie, a jak poprosiłam to ona mówi "rodzimy już za 15min będzi pani mamą" - a ja "tak bez niczego?!"
Zaraz po wyjściu z brzuszka jak położna chciała mi ją pokazać to malutka zaczęła siusiać, więc mama musiała poczekać… Później już jak leżała mi na brzuchu a mnie łyżeczkowali i szyli ogarnął mnie tak dziwny stan euforyczny, że nic nie czułam. Miał być poród rodzinny, ale jak już coś zaczęło się dziać to nie miałam głowy dzwonić i tatuś przyjechał do nas jak już byłyśmy na sali poporodowej. Mówiąc szczerze to jak zaczęło porządnie boleć to nawet gdyby ktoś obok śpiewał, tańczył i żonglował to by mnie to nie zainteresowało – miałam totalny brak kontaktu – skupiłam się na tym, że chcę urodzić i koniec!!! W ankiecie dla studentek położnictwa napisałam, że poród to coś tak pięknego i nieporównywalnego z niczym innym na świecie – bo moment w którym nagle z przysłaniającego ci przez kilka miesięcy brzucha „wyczarowuje się” maleńki człowiek mający mikro_paluszki, mikro_nóżki, mikro_paznokietki, a nawet włoski trudno uwierzyć, że rosła we mnie taka istotka…. 

)
:-)