reklama

Opisy naszych porodów

reklama
Nana... piękny poród, gratuluję takiego doświadczenia, też pamiętam ten moment gdy połozyli mi małą na piersi...jakby zatrzymał się czas. Z twojego opisu bije energia, wielka enrgia kobiety, która świetnie urodziła swoje dzieciątko. Z całego serca gratuluję!
 
niusy od Larki- prosiła, by Wam przekazać:
"poszło szybko- o 1:30 obudził mnie taki skurcz, że prawie mężowi rękę odgryzłam. i od razu co 3 minuty każdy. Ja się dre, że do szpitala jedziemy a ten że wanna :baffled: a po wannie gorzej :baffled: o 2:30 byliśmy w szpitalu. Bolało jak Sukinkot:-D
a Kalina jest najgłośniejsza na oddziale- masakra jakaś, zwariujemy z nią:baffled: resztę opowiem, jak wrócę."

po kim to Dziewczątko takie krzykliwe?? ;-);-);-)
 
ja zapytałam dzisiaj Kraf co słychać i napisała:

"no lipa. rozwarcia brak. skurcze ucichły w miarę. teraz brunatny śluz jest. i cholera wie kiedy się zacznie. krzyż rwie. idę połazić po schodach..."

no i przekazuję gratulacje od Kraf dla nowych mamuś!!!
 
Maż sie dzisiaj zajmuje mała, mam więcej czasu wiec opisze swój poród.
20stycznia wieczorem miałam wizytę u mojego lekarza, czułam sie świetnie wiec myslałam, że za szybko nie urodzę. Pani doktor zrobiła usg i okazłao się, że mała nic nie urosła i że przepływy przez pępowinę są nieprawidłowe. Dostałam skierowanie do szpitala, lakarz stwierdził ze lepiej wywołać porod. Byłam przerazona. Na drugi dzień rano zgłosiłam sie do szpitala. Połozyli mnie na sali przedporodowej. Nie zrobili nawet usg, lakarz załozył mi jakies globulki na wywołanie i tak czekałam. Potem znów globulki, ktg i zero skurczy i czekanie. Miałam zero rozwarcia i twarda szyjkę. Wieczorem pojawiły się malutkie skurcze ale szybko ustąpiły. Noc była dość spokojna tylko ze co 2 godziny budzili mnie na ktg. Rano o 7.00 poszłam pod prysznic, wycieram sie recznikiem i czuje, ze cos mi cieknie po nogach. Ubrałam sie załozyłam podpaske i ide na sale a tu nagle znów cos cieknie. Zaczeły odchodzic mi wody. Połozna zbadała mnie. Rozwarcie na 1 palec. Zaczeby sie tez skurcze ale słabe. Koło 10 dzwonie do meża, zeby przyjechał ale ten nie odbiera. W końcu odzwonił po godzinie i pyta czego chcem. A ja na to" Durniu rodzę " i mała wiazanke mu puściłam. Przyjechał w ciagu 30 min:-)W miedzy czasie mam uruchomiła znajimosci i pojawiła sie u mnie znajoma połozna, miała akurat dyzur ale na ginekologi. Po jej interwencji dostałam kroplówke z okscytocyną, ale rozwarcie nie postepowało. Potem lewatywa, której wcale źle nie wspominam. O 14 rozwarcie tylko na 2 palce. Położna próbowała mi szyjkę rozmasowac, bolało jak cholera. I krzyczałam jak cholera:-pMaż cały czas był ze mną. Poniewaz byłam juz strasznie umeczona to o 15 dostałam dolargen, po którym czułam się jak naćpana, odplynełam ale trochę odpoczełam męzowi kazali iśc na spacer). O 16 skurcze znów wróciły i mąż tez. Rozwarcie było na 7 palców. Bolało jak cholera. A potem to juz ledwo co pamietam, byłam zmeczona i miałam dosć. Wiem tylko, ze dośc głośno krzyczałam i nie słuchałam połoznych :baffled: najbardziej pomógł mi mąz. Połozne w końcu mu powiedziały. Panie powiedz pan zonie, żeby nas słuchała bo my nie dajemy rady. A ja kompletnie nie radziłam sobie z bólem. Ale moj kochany mąz do mnie spokojnie i wreszcie zaczełam słuchac, ale męza a nie połoznych. W końcu o 17.25 urodziłam. Nie połozyli mi małej na piersi bo była bardzo osłabiona i odrazu zabrali ją do inkubatora. Dostała tylko 8 punktów w skali Apgar. Pekła mi też szyjka i musieli ja pozszywac. Okazło sie, ze tak opornej szyjki to dawno lakarz nie widział:happy:Juz 1,5 godziny po porodzie wstałam. Poszłam zobaczyc moja kruszynkę, a wracaja zemdlałam. Najbardziej dumna jestem z męża był cały czas przy mnie i bardzo mi pomagał. Nawet połozne powiedziały, ze powinien dostać dyplom. ;-)Na szczescie juz na drugi dzień przynieśli mi moją Zosienke i zapomniałam jak bardzo bolało. Jak wróciłam do domu to mama mi opowiedziała, ze jak rodziłam to mój mąż do niej dzwoni i mówi" Mamo co mam zrobic Kasia strasznie krzyczy i płacze" A ona na to " Tak własnie wyglada, poród a co ty myślałes ze rodzi się tak przyjemnie jak robi":-D Cała moja mama. Jedno jest pewne nastepne dziecko rodze ze znieczuleniem:tak:
 
Kasikk- to duży zuch ten Twój Mąż!! a określenie "tylko 8 pkt" jest błędem!! Kochana- 8 pkt mieści sie w normie!!!:-)
opis masowania szyjki zmroził mnie do szpiku kości!:szok:
 
reklama
Kasikk brawo:yes::yes::yes:
Ja już pisałam ale powtórzę- obecność męża naprawdę pomaga.. mój cały czas trzymał mnie za rękę..
Teraz jak sobie przypominam to momentami śmiesznie było- dzień wcześniej pojechał na łyżwy i dostał strasznych zakwasów.. i chyba z raz powiedział" kochanie ten skurcz sama ok bo ja już nie wystoję". albo położna dała nam takie materiałowe podkłady żeby zmieniać sobie jak pobrudzę.. no i ja leżę czuję że skurcz idzie a mój mąż wczuwa się w składanie tego kawałka szmaty.. ja mu na to "daj se spokój z tym ręczniczkiem i weź mnie za łapę co":-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry